Blog Transportowy działa od 2009 roku. Jest poświęcony środkom transportu. Przeważają autobusy, ale nie brakuje także pojazdów szynowych, ciężarówek i trolejbusów. Jest tu także miejsce na wyjątkowe osobówki oraz teksty o samolotach i pływających środkach transportu. Autor w niniejszym blogu nie reprezentuje żadnej firmy i instytucji. Notki są wzbogacane informacjami prasowymi nadsyłanymi przez producentów. Jedyny poprawny adres bloga to www.blogtransportowy.blox.pl - w Internecie funkcjonuje podróbka bloga, która jest nikczemnym wykorzystaniem wypracowanej marki.
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Google+

Wpisy z tagiem: Grecja

niedziela, 18 maja 2014
Metro obok Akropolu

Ateński Akropol pojawił się w Blogu Transportowym dwa razy. Pisałem o przyjeżdżających tam autobusach oraz o tajemniczej „linii kolejowej”. Przy temacie szynowym pozostaję. Realizowany przeze mnie plan zwiedzania greckiej stolicy (czyli narzucony przez biuro podróży) zakładał, że po obejrzeniu Akropolu udamy się do położonych niżej zabytków, wcześniej zaliczając słynny Areopag, czyli miejsce, w którym przemawiał apostoł Paweł, co zostało dokładnie przedstawione na kartach Biblii.  Podziwianie tych niezwykłych miejsc było mocno utrudnione przez panujący już ogromny upał (+35 stopni w cieniu). Całe szczęście, że dotarliśmy tam o tej porze, a nie np. w południe.  Zabytków pełno, a sił i chęci coraz mniej, bo upał łączył się także ze zmęczeniem po nocnej podróży. I tak dotarliśmy do wielkiej i pięknej świątyni Hefajstosa (Hefajstejon, budowany w latach około 445 p.n.e. – 425 p.n.e.). Moja żona dzielnie biegała z aparatem i dokumentowała ten niezwykły zabytek oraz całą okolicę, a ja wręcz padałem ze zmęczenia. Usłyszałem jednak pewien dźwięk, który od razu mnie orzeźwił. Ewidentnie było słychać pociąg. Linia kolejowa pośród zabytków, w tak historycznym miejscu? Coś jeździło i to dość często. Zmęczenie prysło, a upał przestał aż tak dokuczać. Usilnie zacząłem namierzać źródło dźwięku. Było ono całkiem blisko. Tuż obok świątyni Hefajstosa znajdował się ogród, a na jego końcu kamienny płot, za którym na pewno jeździło coś szynowego.

 

Hefajstejon, świątynia Hefajstosa w Atenach

Hefajstejon, świątynia Hefajstosa w Atenach

Widok na Hefajstejon. Po prawej stronie jeździło coś szynowego.

 

Po długim chodzeniu należało w końcu gdzieś usiąść. W sumie od wyjścia z autobusu nie siedzieliśmy, tylko cały czas chodziliśmy. We wspomnianym parku przy świątyni Hefajstosa były ławki, w dodatku w cieniu. Postanowiliśmy zatrzymać się tam na chwilę. Naprawdę zostało tam tylko jedno z nas, czyli żona, a ja wiedząc, że każda sekunda jest na wagę złota (czas na zwiedzanie tego miejsca był ograniczony, potem grupa przemieszczała się dalej), pospiesznie ruszyłem w stronę kamiennego płotu. Za nim faktycznie leżały szyny. Nie korzystały z nich jednak pociągi, tylko metro. Dokładnie linia nr 1.

Ateńskie metro to obecnie trzy linie. Druga i trzecia powstały stosunkowo niedawno, otwarcie w 2000 roku. Natomiast opisywana pierwsza trasa jest datowana na 1904 rok (wówczas nastąpiła elektryfikacja, natomiast już od 1869 roku funkcjonowała trakcja parowa).  Ma ona długość 25,6 km i 24 stacje. Końcowe to Pireus i Kifissia (pociągi zaczęły docierać do tej stacji dopiero w 1957 roku). Trasa „jedynki” przebiega głównie po powierzchni ziemi, bo to wszakże dawna linia kolejowa, łącząca miasta Pireus i Ateny (Athens & Pireus Railway, Σιδηρόδρομος Αθηνών-Πειραιώς). W trakcie mojej wizyty w Grecji, w 2011 roku, linia nr 1 była remontowana. Pociągi metra przejeżdżające obok Akropolu kursowały w skróconej relacji Pireus – Omonia (pomiędzy nimi 7 stacji pośrednich).

Ze względu na brak czasu mogłem sobie pozwolić na obejrzenie przejazdu tylko trzech pociągów. Dwa pierwsze fotografowałem, a trzeci filmowałem. Wszystkie reprezentowały tabor dostarczony w latach 2000 – 2004, czyli z myślą o olimpiadzie. Wówczas ateńskie metro wzbogaciło się o 120 nowych wagonów trzeciej generacji, seria 11. Zmontowała je grecka spółka Hellenic Shipyards, czyli stocznia morska, która we współpracy z firmami Siemens i ADtranz (obecnie Bombardier) poszerzyła swoją działalność o tabor szynowy (nie była to jednak pierwsza tego typu działalność – stocznia już wcześniej składała pociągi). Nowe wagony bazowały na konstrukcji z lat 80-tych (trzecia generacja, seria 8), która nadal jest eksploatowana w Atenach. Seria 11 to trójwagonowe ezt, które jeżdżą w składach po dwa, czyli łącznie każdy pociąg serii 11 ma sześć „pudeł”. Pierwotnie było więc 20 pociągów trzeciej generacji, serii 11. Niestety 2 marca 2009 doszło do ataku terrorystycznego na stacji Kifissia. Było to związane z całą serią zamachów i niepokojów społecznych w Atenach i Thessalonikach (tak reagowali Grecy na słynny kryzys). Wspomnianego dnia zniszczono (spalono) 9 wagonów serii 11.

Człony zewnętrzne ezt serii 11 oznaczono w przedziale 3101 – 3180, natomiast środkowe 3201 – 3240. Wszystkie wspomniane pociągi oglądałem pomiędzy stacjami Thissio (po lewej), a Monastiraki. Na tym odcinku także trwał remont. Czynny był tylko jeden tor. Poniżej skład jadący z Pireusu do Omonii. Jego tylna część, czyli drugi ezt. Dwa ostatnie wagony to #3231+3161. Na przykładzie #3231 widać jak bardzo zdewastowane jest wnętrze pojazdu – pomazane ściany:

 

ΑΤΤΙΚΟ ΜΕΤΡΟ, metro w Atenach, linia nr 1, skład trzeciej generacji, seria 11, Hellenic Shipyards/ADtranz/Siemens

ΑΤΤΙΚΟ ΜΕΤΡΟ, metro w Atenach, linia nr 1, skład trzeciej generacji, seria 11, Hellenic Shipyards/ADtranz/Siemens

 ΑΤΤΙΚΟ ΜΕΤΡΟ, metro w Atenach, linia nr 1, skład trzeciej generacji, seria 11, Hellenic Shipyards/ADtranz/Siemens

 ΑΤΤΙΚΟ ΜΕΤΡΟ, metro w Atenach, linia nr 1, skład trzeciej generacji, seria 11, Hellenic Shipyards/ADtranz/Siemens

 ΑΤΤΙΚΟ ΜΕΤΡΟ, metro w Atenach, linia nr 1, skład trzeciej generacji, seria 11, Hellenic Shipyards/ADtranz/Siemens

 

Siedem minut później fotografowałem następny skład linii 1. Tym razem w relacji przeciwnej, Omonia – Pireus. Na tablicy kierunkowej przy stacji docelowej znajduje się numer pociągu. W tym wypadku 3, czyli to ten sam skład, który zaprezentowałem powyżej. Omonia to następna stacja za Monastiraki, więc pociąg zdążył zmienić kierunek jazdy i wrócić. Tak więc utrwaliłem nie trzy, a tylko dwa składy ateńskiego metra. Jako drugi ezt jedzie #3129+3215+3150 (pierwszy to #3161+3231+31??):

 

 ΑΤΤΙΚΟ ΜΕΤΡΟ, metro w Atenach, linia nr 1, skład trzeciej generacji, seria 11, Hellenic Shipyards/ADtranz/Siemens

 ΑΤΤΙΚΟ ΜΕΤΡΟ, metro w Atenach, linia nr 1, skład trzeciej generacji, seria 11, Hellenic Shipyards/ADtranz/Siemens

 

Powyższy skład na mocno nieudanym zdjęciu stoi na stacji Thissio. Tam już są dwa tory:

 

ΑΤΤΙΚΟ ΜΕΤΡΟ, metro w Atenach, linia nr 1, skład trzeciej generacji, seria 11, Hellenic Shipyards/ADtranz/Siemens

 

Pusty tor (i miejsce po rozebranym). Widok w stronę stacji Monastiraki (kierunek Omonia, Kifissia):

 

ΑΤΤΙΚΟ ΜΕΤΡΟ, metro w Atenach, torowisko linii nr 1 w rejonie Akropolu

 

Film. Pociąg nr 4 jedzie z Pireusu do Omonii. Zmiana trasy (czyli skrócenie relacji) dodatkowo podkreślono żółtym tłem. Ostatni wagon to #3131. Oznaczeń pozostałych niestety nie udało mi się rozszyfrować. Szum, który słychać po przejechaniu pociągu to cykady. Pluskwiaki, które potrafią niesamowicie hałasować:

 

 

Na linii nr 1 kursują również składy trzeciej generacji, serii 8 (dostawa w latach 1983 – 1985) i 10 (1993 – 1995). Wizualnie są one bardzo podobne do prezentowanych we wpisie wagonów serii 11, która jest w zasadzie modernizacją wcześniejszych modeli. Wszystkie powyższe materiały powstały 7 sierpnia 2011.

 

 Grecja 2011

Blog Transportowy na Facebooku

poniedziałek, 28 października 2013
Szyny na Akropolu

Ateński Akropol jest w wiecznym remoncie. Coś tam wyjmują, przekładają, czyszczą i znów wkładają, rekonstruują. Praktycznie stałym elementem tego niezwykłego i znanego na całym świecie miejsca jest dźwig. Na pocztówkach pokazujących Partenon jest zamazywany, ale w rzeczywistości wciąż tam stojący – tak przynajmniej twierdziła nasza przewodniczka, która w Atenach mieszkała od ponad 20 lat. Aby prace budowlane odbywały się sprawnie, ułożono tor. Kończy się on pod samym Partenonem, a zaczyna najprawdopodobniej przy jakiejś windzie, bo wzgórze, na którym zbudowano Akropol jest dość wysokie.

Po torze jeżdżą małe platformy, na których układane są ładunki. Może jest tylko jeden wagon. Nie mam pojęcia, jak odbywa się taki transport, ale najprawdopodobniej w grę wchodzi siła rąk. Co ciekawe, tor nie jest wąski. Przypuszczalnie to standardowe 1435 mm.

Szyny na Akropolu bardzo mnie zaskoczyły. Przyznam, że nie spodziewałem się takiego widoku. Tak transportowo w tak zabytkowym, historycznym miejscu.

 

Szyny na Akropolu

„Linia kolejowa na Akropolu”. Po prawej stronie jest przepaść. Deski ułożone przy szynach najprawdopodobniej są związane z ręcznym przepychaniem wagoników. 7.08.2011.

 

Partenon

 Partenon

Wciąż remontowany Partenon i załadowana mała platforma. Na wagoniku nie widać śladów sprzęgu, więc może jest tylko jeden lub nie robi się składów, co przy ręcznej sile pociągowej byłoby w pełni usprawiedliwione. Przed wagonem widać drugi, prostopadły tor. Może jest tam zasłonięta obrotnica, dzięki której ładunek może być przewożony dalej. Niestety program zwiedzania był bardzo napięty i nie mogłem dokładnie się tym zająć. W dodatku mimo wczesnej pory (godzina 9:00), panował już wykańczający upał, który skutecznie zniechęcał do „kolejowej detektywistyki”.

 

Partenon

Od tej strony śladów trwającej budowy prawie nie widać.

 

 Partenon

 Partenon

 Partenon

 Partenon

Partenon otoczony rusztowaniami i dźwigami. Biorąc pod uwagę ogromną ilość turystów zwiedzających tamto miejsce, jest to jeden z najchętniej odwiedzanych placów budowy na świecie.

 

 Ciągnik na Akropolu

Na Akropolu można zobaczyć także drogowy środek transportu. W cieniu nielicznej zieleni ukryto ciągnik rolniczy z przyczepą.

 

Ateny - widok z Akropolu

Widok z Akropolu na historyczną i współczesną zabudowę. W dole, pośród zieleni znajduje się pętla linii 230, którą obsługują Solarisy (tu o tym pisałem).

 

Ateny - widok z Akropolu

Gęsta zabudowa Aten. Każda wolna powierzchnia wykorzystana. Po wąskich uliczkach przeciskają się autobusy i trolejbusy, do tematu których powrócę w kolejnych greckich wpisach.

 

Ateny - widok z Akropolu

Ateny to nie tylko wąskie i zatłoczone uliczki. Są także szerokie drogi, doskonale widoczne z Akropolu.

 

Grecja 2011

Blog Transportowy na Facebooku

Tagi: Grecja
19:41, lukaszwoblog , różne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 listopada 2012
Solaris i Elvo na Akropolu

Akropol – jedno z najsłynniejszych miejsc świata, wpisana listę UNESCO wizytówka Grecji, symbol Aten. Obowiązkowe miejsce dla każdego turysty, który trafił do greckiej stolicy. Od kilku lat obok Akropolu regularnie pojawia się bardzo polski element. To efekt podpisanego 16 lipca 2008 kontraktu pomiędzy Solarisem, a firmą ETHEL z Aten (miejski przewoźnik autobusowy), który dotyczył dostawy aż 320 autobusów miejskich. Dzięki temu do stolicy Grecji trafiły Solarisy Urbino 18 (100 egz.) i małe Solarisy Alpino 8,6 (220 egz.). To właśnie te drugie są stałymi gośćmi pod Akropolem. Ma tam pętlę linia 230, którą obsługują małe Solarisy. W dzień roboczy kursują nawet z częstotliwością co 10 minut. Przyznam, że to dość miłe uczucie zobaczyć w tak słynnym miejscu polski autobus. Niestety ten fakt jest skutecznie pomijany przez przewodników. Oczywiste, że do Aten przyjeżdża się przede wszystkim dla zabytków, ale jeżeli już opowiadają Polakom o tym miejscu, to dlaczego nie dodać tych kilku słów o Solarisie jako dodatkowej ciekawostki. Mój przewodnik z Rainbow Tours tego nie zrobił, choć często opowiadał o polskich akcentach w Grecji. Szkoda.

 

 Solaris Alpino 8,6 #647 z firmy ETHEL

 

Po przejściu z pętli linii 230 pod wejście główne na Akropol, spotkała mnie inna autobusowa niespodzianka. Tym razem nie polska lecz miejscowa. Stał tam grecki autobus marki Elvo (ΕΛΒΟ), własność tamtejszego ministerstwa obrony. Autobus był pusty, miał otwarte drzwi, więc zacząłem poszukiwania tabliczki znamionowej. Na zewnątrz nie było żadnej informacji o jego typie, więc znamionówka była jedynym sposobem na ustalenie tego. Niestety – tabliczki brak. Wiem więc, że to greckie Elvo, ale jaki model? Obok pojazdu stał kierowca, zatem zacząłem rozmowę po angielsku. On odpowiedział, lecz po grecku. Zaczął w ten sposób dość długi monolog. Opowiadał i opowiadał, a ja go nie rozumiałem. Oczywiste jednak było, że nie mówi o autobusie, lecz o czymś zupełnie innym. Później okazało się, że opisywał to, co za chwilę się tu wydarzy. Chodziło o greckich żołnierzy – Evzones (w bardzo charakterystycznych mundurach, których historia związana jest z turecką okupacją Grecji), którzy o godzinie 8:00 brali udział w codziennym uroczystym wciągnięciu flagi na maszt, a za chwilę zejdą z Akropolu i odjadą Elvo. Na to wydarzenie czekała cała moja grupa. Poniżej zdjęcia Elvo o nieustalonym typie. Napis MAN na masce wyraźnie określa producenta podwozia. Drzwi w układzie: 1-1-0.

 

 Autobus Elvo (ΕΛΒΟ) na Akropolu

 Autobus Elvo (ΕΛΒΟ) na Akropolu

Logo Elvo (ΕΛΒΟ)

 

Przejście żołnierzy nagrała moja żona. Poniżej filmik, na którym słychać także dźwięk silnika Elvo i widać pojazd od strony drzwi.

 

 

 

Na temat marki Elvo, a dokładniej konkretnych modeli niestety w Internecie nie znajdziemy szczegółowych informacji. Producent nadal istnieje. Jego pełna nazwa to ΕΛΒΟ - Ελληνική Βιομηχανία Οχημάτων, czyli ELVO – Hellenic Vehicle Industry z siedzibą w Thessalonikach. Na swoich stronach Elvo podaje, że jest największym w Grecji producentem pojazdów. Zarówno autobusów, jak i taboru wojskowego (ciężarówki, pojazdy gąsienicowe). Historia firmy sięga roku 1972. Wówczas w Thessalonikach powstał oddział austriackiego Stayera, dokładnie Stayer Hellas, wytwarzający ciągniki rolnicze, ciężarówki, rowery i silniki. Nazwa Elvo obowiązuje dopiero od 1987 roku. Wtedy głównym udziałowcem stało się państwo greckie. Jeszcze jako Stayer Hellas firma produkowała ... Ikarusy serii 200. Był to efekt współpracy z węgierskim producentem. Oprócz tradycyjnego logo Ikarus na masce, pojazdy te miały także napis Stayer Hellas. Na stronie Elvo nadal można zobaczyć zdjęcia Ikarusów (to oferta remontów autobusów). Poniżej screen.

 

Screen strony firmy Elvo (ΕΛΒΟ)

 

Do tematu autobusów marki Elvo powrócę w kolejnych greckich wpisach.

 

Grecja 2011

 

niedziela, 20 maja 2012
Port w Pireusie

Będąc w Grecji nie sposób nie odwiedzić Aten. Wprawdzie z Paralii (w której wypoczywałem) to blisko 450 km, czyli około 5 godzin jazdy, ale dla zobaczenia tak wielu znanych na całym świecie miejsc greckiej stolicy można się przemęczyć. Jazda faktycznie okazała się wyjątkowo męcząca, ale zdecydowanie było warto. Pierwszym punktem programu tej zorganizowanej wycieczki był przejazd do graniczącej z Atenami miejscowości Pireus. Miasto to liczy ponad 175 tysięcy mieszkańców i słynie ze swojego portu. Największego w Grecji i jednego z największych w basenie Morza Śródziemnego. Cumują tam zarówno statki towarowe, jak i pasażerskie. To właśnie do części pasażerskiej trafiłem. 

Niestety nie mogłem zbyt dokładnie zająć się podziwianiem tego ciekawego miejsca. Postój był bardzo krótki (około 30 minut), a w jego czasie trzeba było coś zjeść i zapłacić za wstęp na Akropol, czyli kolejny punkt programu. Bardzo zależało mi też na przejeżdżających obok trolejbusach oraz oczywiście na samym porcie. Dodam jeszcze, że był świt, a po nieprzespanej nocy w ciasnym autobusie byłem trochę zmęczony. Coś tam jednak udokumentowałem. Nigdy wcześniej nie byłem w tak dużym porcie morskim. Ilość stojących w pobliżu promów była imponująca. Przypominało to jakiś duży dworzec autobusowy, na którego licznych stanowiskach stały pojazdy. Wszędzie było pełno ludzi, obok promów przejeżdżały samochody, głównie osobówki, ale były też większe. Na promach umieszczono duże diodowe tablice informacyjne, które podawały kierunek rejsu oraz godzinę jego rozpoczęcia. Poszczególne jednostki były w różnej fazie oczekiwania na pasażerów i ładunki. Niektóre stały puste, z wejściem do ładowni zagrodzonym różnymi skrzynkami (co znaczyło „nigdzie nie płynę”), inne już dostępne, ale puste. Do którejś jednostki powoli tyłem wjeżdżała ciężarówka, dalej kilka osobówek. Przyznam, że największe wrażenie zrobił na mnie właśnie transport pojazdów. Promy to przecież jedyny sposób dostarczenia ich na liczne greckie wyspy. Na parkingu obok naszego autobusu na swój rejs czekało kilka ciągników siodłowych z naczepami. Warto jeszcze dodać, że część promowa została podzielona na poszczególne sektory, z których odpływały statki w dane rejony. Dojście (wjazd) odbywa się przez bramy, do których przypisane są dane relacje. Ja np. znalazłem się między bramami E9 i E10 (brama wyjazdowa), czyli dla rejsów na Cyklady, Samos i Ikarię.

Obserwacja życia części ogólnodostępnej portu zajęłaby mi dobre kilkadziesiąt minut. Niestety, jak już pisałem było inaczej. Na szczęście mimo presji czasu udało mi się coś zobaczyć i sfotografować. Oto więc dokumentacja mojego pobytu w porcie Pireus.

Na początek statki przewoźnika o nazwie GA Ferries. Firma ta powstała w 1988 roku, ma siedzibę w Pireusie i w 2011 posiadała osiem promów. Oto ich nazwy: Rodanthi, Anthi Marina, Jet Ferry 1, Marina, Daliana, Milena, Romilda i Dimitroula. Jednostki te obsługiwały kilkanaście linii, także z innych portów, np. z Thessalonik do Heraklionu na Krecie przez Skiatos, Skopelos, Syros, Tinos, Mykonos, Paros, Naxos, Ios i Santorini – postojów jest więc sporo. Inne przykładowe relacje to (już bez wymieniania wysp pośrednich, a tych w każdym przypadku jest kilka): Pireus – Rodos, Pireus – Samos, Pireus – Santorini, Heraklion – Rodos, Rodos – Kreta.

Jako pierwsze sfotografowałem trzy promy wspomnianego GA Ferries. Wszystkie ustawione obok siebie, tak samo pomalowane i dla „laika promowego” takiego jak ja - praktycznie identyczne. To jednak tylko takie pierwsze wrażenie. Wszystkie miały przerwę, czyli żaden nie przyjmował pasażerów. Najdalej stała Daliana. To dokładnie M/F Daliana, zwodowana w 1970 roku w japońskiej stoczni Shimonoseki (koncern Mitsubishi). Wówczas prom otrzymał nazwę Ferry Pearl, a jego właścicielem była firma Diament Ferry, także z Japonii. Tak do roku 1988, kiedy to statek trafił do Grecji, do właśnie powstałej linii GA Ferries. M/F Daliana ma długość ponad 117 metrów i jest przystosowana do przewozu 1577 pasażerów oraz 240 samochodów. Osiąga prędkość maksymalną 20 węzłów. Niestety lato 2011 było ostatnim sezonem turystycznym dla Daliany. Strona www.ferry-site.dk podaje, że jednostka ta została w roku 2011 sprzedana do Turcji na złomowanie. Przypuszczalnie padła więc ofiarą greckiego kryzysu.

 Prom M/F Daliana z GA Ferries

Prom M/F Daliana.

Drugi prom to Rodanthi. Zwodowany w 1974 r., także w Japonii, lecz w miejscowości Setoda (stocznia grupy Hitachi). Jego pierwsza nazwa to Virgo, pod którą pływał w japońskich liniach Shin Higashi Nippon Ferry. Tak do roku 1989, kiedy to stał się Rodanthi z GA Ferries. W 1995 roku prom miał krótką przygodę z Tunezją – wypożyczono go do CTN Tunisia Ferries. Rodanthi ma długość prawie 137 metrów i jest przystosowany do przewozu 1739 pasażerów oraz 320 samochodów. Prędkość maksymalna 22 węzły.

M/F Rodanthi z GA Ferries

Prom M/F Rodanthi.

I na koniec Romilda, czyli M/F Romilda. Rocznik 1974, ale zwodowany już nie w Japonii, lecz w Europie, w Holandii. W latach 1974 – 1987 prom pływał pod nazwą Free Enterprise VIII w liniach Townsend Thoresen European Ferries z siedzibą w brytyjskim Dover. Potem, od 1987 do 1993 roku nazywał się Pride of Canterbury i był własnością P&O European Ferries, także z Wielkiej Brytanii. Pływał w rejonie tamtejszych wysp (np. irlandzki Dublin – angielski Liverpool) oraz do Holandii i Francji. W 1993 roku prom stał się Romildą, należąc do greckich GA Ferries. Jego długość to 123,6 metra i jest przystosowany do przewozu 980 pasażerów oraz 178 samochodów. Prędkość maksymalna 21 węzłów. Niestety jak podaje wspomniana wcześniej duńska strona o promach, również Romilda została w 2011 r. sprzedana do Turcji na złomowanie.

M/F Romilda z GA Ferries

Prom M/F Romilda.

Po chwili odkryłem, że w pobliżu zacumowały także inne promy GA Ferries: Anthi Marina (1972 rocznik, wyprodukowany w Niemczech), Milena (1970 rocznik, wyprodukowany w Japonii, statek siostrzany Daliany) i Dimitroula (1978 rocznik, wyprodukowany we Włoszech). Ten ostatni w 2011 r. sprzedany na złomowanie do Turcji. Stąd wniosek, że grecki kryzys bardzo źle wpłynął na kondycję GA Ferries, skoro przewoźnik pozbył się aż tylu jednostek. Całkiem możliwe, że już zbankrutował. Obok cumował prom innych greckich linii – Saos Ferries. Ten przewoźnik posiada obecnie cztery jednostki, których głównym zadaniem są rejsy na wyspę Samotraki. Ja trafiłem na M/F Panagia Agiassou. Jednostka zwodowana w 1973 roku w Japonii. Do roku 1984 pod nazwą Hakata, potem Ferry Kampu – oba imiona w liniach Nishi Nihon Ferry. W 1998 statek zmienił właściciela, z Japonii trafiając do Libii, do Rainbow Line z miejscowości Bengazi. Strona internetowa tego przewoźnika działa, ale nie podaje żadnych informacji na temat przewozów pasażerskich. W roku 2002 prom powrócił do Japonii, a od 2006 r. pływa po Grecji jako M/F Panagia Agiassou. Jego długość to 135 metrów i jest przystosowany do przewozu 770 pasażerów i 261 samochodów. Prędkość maksymalna 21 węzłów. Na poniższym zdjęciu opisane statki stoją od lewej do prawej.

 Promy Anthi Marina, Milena i Dimitroula z GA Ferries i Panagia Agiassou z Saos Ferries

Promy Anthi Marina, Milena i Dimitroula z GA Ferries i Panagia Agiassou z Saos Ferries.

W porcie panuje spory ruch. Jednakże większość z widocznych na poniższym zdjęciu osób to turyści, którzy przyjechali stojącymi po prawej autobusami. Promy z lewej są w trakcie załadunku – co jakiś czas wjeżdża do nich jakiś pojazd. W tle Apollon Hellas linii Hellenic Seaways. Rocznik 1990 (czyli prawie nówka) - wreszcie produkt lokalny, zwodowany w Grecji. Miła odmiana od japońskich statków. O Hellenic Seaways jeszcze napiszę – w innej notce działu Wodne.

Port Pireus

Biało-pomarańczowy prom Adamantios Korais greckich linii ZF (Zante Ferries). Standardowo produkcja japońska, 1987 rocznik. Długość 98,6 m. Innych danych niestety nie ustaliłem. Prom o godzinie 7:55 rozpocznie rejs na Cyklady, dokładnie na wyspę Kimolos, gdzie dopłynie o 16:45. Wcześniej także zatrzyma się na wyspie Kithnos (11:00 – 11:15), Serifos (12:40 – 12:55), Sifnos (13:40 – 13:55) i Milos (15:20 – 15:45):

Prom Adamantios Korais przed rejsem na Cyklady

Prom Adamantios Korais przed rejsem na Cyklady

Za Adamantios Korais stał jedyny prom linii Ventouris Sea Lines, czyli M/F Agios Georgios. Zwodowany we Francji w 1972 roku. Pierwotnie pod nazwą Hengist u brytyjskiego operatora. Potem jeszcze kilka razy zmieniał firmy i imiona, aby od 2004 r. stać się M/F Agios Georgios z Ventouris Sea Lines (linie te powstały w 1987 roku). Prom w 2009 roku został zmodernizowany. Teraz zabiera pasażerów i ich pojazdy w rejs na archipelag Cyklad, gdzie przybije do portów na wyspach Kithnos, Serifos, Sifnos oraz Milos, czyli jak biało-pomarańczowa konkurencja oraz dodatkowo cumujący w Folegandros, Sikinos, Los i Santorini. Ustawione obok promu osobówki czekają na zezwolenie wjazdu.

 M/F Agios Georgios z Ventouris Sea Lines przed rejem na archipelag Cyklad

Na pokładzie samochodowym M/F Agios Georgios stała już Scania z naczepą. Niestety przegapiłem moment wjazdu (tyłem), bo polowałem wówczas na jeżdżące obok portu trolejbusy. Fotka bardzo „partyzancka” i w dodatku z ludźmi w kadrze. Niestety powtórzone ujęcie jest nieostre:

Scania na pokładzie M/F Agios Georgios

Obok Adamantios Korais na załadunek czekało Volvo FH12:

 Volvo FH12 czeka na załadunek - popłynie na Cyklady

Ponieważ pasażerska część portu w Pireusie jest dość rozległa, kursuje po niej bezpłatna linia autobusowa, mająca łącznie dziewięć przystanków. Niestety nie udało mi się ustalić, jak często ma odjazdy (na stronie portu jest tylko o niej informacja, natomiast brak rozkładu jazdy), ale najprawdopodobniej utrwaliłem obsługujący ją autobus. Inne malowanie niż komunikacji miejskiej oraz włączony wyświetlacz kierunkowy upewniają mnie, że to ten pojazd (gdyby wyświetlacz nie pokazywał żadnych informacji można przypuszczać, że to nowy zakup jakiegoś wyspowego przewoźnika, który oczekuje na prom). Niestety pojazd stał dość daleko, więc fotka nie jest dokładna – mój zoom nie sprostał zadaniu. To biało-niebieski Irisbus Agora 12M:

Irisbus Agora 12M obsługujący wewnętrzną komunikację portu Pireus

 Irisbus Agora 12M obsługujący wewnętrzną komunikację portu Pireus

Grecki plan walki z kryzysem zakłada sprzedaż portu w Pireusie. Budzi to wielkie niezadowolenie społeczeństwa i już wiele razy było potępiane przez Greków w trakcie demonstracji ulicznych.

Grecja 2011

 

niedziela, 06 maja 2012
AKK Katerini (2)

AKK Katerini

Czym jest AKK Katerini? Skrót można przetłumaczyć na Komunikacja Autobusowa Katerini. Nie jest to jednak zwykły przewoźnik, tylko spółdzielnia komunikacyjna skupiająca prywatnych właścicieli autobusów. Z logo AKK Katerini jeździ obecnie 29 autobusów, w tym 13 pojazdów należących do spółdzielni, a 16 prywatnych. Na tabor składa się jeden przegubowiec, 21 autobusów klasy maxi, 3 midi i 4 mini. Tych ostatnich nie widziałem i chyba jest to jakaś nowość, bo w sierpniu 2011 (czyli, gdy ostatni raz sprawdzałem informacje o posiadanym taborze) najmniejszy tabor był klasy midi. AKK podaje, że te 8-metrowe pojazdy obsługują linię nr 4 – takiej też nie widziałem.

Autobusy AKK Katerini są głównie biało-niebieskie. Układ kolorów jest jednak dość różny, stąd wniosek, że nie przyjęto ujednoliconego schematu malowania. Ponieważ są to pojazdy używane, kupowane od różnych przewoźników, pojawiają się także inne kolory. Część taboru posiada reklamy całopojazdowe, niestety wiele z nich wygląda tragicznie – treść jest nieczytelna: wypłowiała, zmyta. Numery taborowe (zakres jedno i dwucyfrowy) znajdują się tylko na niektórych pojazdach. Oznaczenie danego wozu bez problemu ustalimy kasując bilet – numer zawsze jest nadrukowywany. Inny sposób identyfikacji to tablica rejestracyjna. Często numery taborowe pokrywają się z dwiema ostatnimi cyframi rejestracji. Nie dotyczy to jednak wszystkich autobusów, ale w wielu przypadkach tak jest. W Polsce też stosuje się takie rozwiązania, np. w MZK Wejherowo. Przykładowo Neoplan N4016 nr 402 ma rejestrację: GWE 21402, a Solaris Urbino 12 nr 823 posiada tablicę: GWE 11823.

 Neoplan N4016 #12 z AKK Katerini

Numer taborowy umieszczono także na rejestracji

Neoplan N4016 o numerze taborowym 12. Jego oznaczenie widnieje także na końcu tablicy rejestracyjnej.

Wszystkie autobusy AKK Katerini, które widziałem (a natrafiłem na ponad 50% taboru) miały klimatyzację. Urządzenia te były montowane na miejscu – w Grecji. Pomysł cudowny, bo w trakcie sierpniowych upałów byłoby ciężko. Zdarzało mi się podróżować z AKK Katerini wcześnie rano i późnym wieczorem i zawsze klimatyzacja działała. Zakładam więc, że wszystkie autobusy tej spółdzielni mają klimatyzatory.

Niestety nie widziałem jedynego przegubowca. Do Paralii nie jeździł. Możliwe, że kursuje tylko w dni nauki szkolnej. Może tylko na zamkniętych przewozach. Przypuszczam, że jest to Mercedes, prawdopodobnie typu O405G lub O405GN. Wniosek ten stąd, że w taborze AKK dominowały Mercedesy. Wszystkie dwudrzwiowe, reprezentowane przez starsze typu O405 oraz nowsze O405N i O405N2. Co ciekawe, kilka stron internetowych podaje, że jeden z Mercedesów O405N pochodzi z Polski. To kupiony w 2005 r. pojazd z 1994 r., eksploatowany przez MPK Łódź z numerem 1456, apotem jeżdżący przez trzy lata w firmie Kris-Tour z Łodzi. Niestety żadna z tych stron nie określiła, który to pojazd w taborze AKK. Mi też nie udało się tego ustalić, zresztą kiedy byłem w Grecji nie wiedziałem jeszcze o tamtejszym „polskim przypadku”.

Mercedes O405 z AKK Katerini

Mercedes O405 #14 obsługując linię nr 1 wjeżdża do centrum Paralii. To jeden z wariantów "jedynki" - większość kursów jest realizowanych równoległą główną drogą prowadzącą z Katerini.

Mercedes O405 z AKK Katerini

Mercedes O405 #7 na linii 2 do Olimpic Beach wjeżdża w wąską i jednokierunkową ul. Agiou Nikolaou. Obok pojazdu zakaz wjazdu, który wieczorem ustawiany jest na środku drogi, stającej się wówczas deptakiem.

 Mercedes O405 z AKK Katerini

I jeszcze raz Mercedes O405 #14, lecz w nocnej scenerii - główny przystanek w centrum Paralii.

Mercedes O405 z AKK Katerini w Paralii

W Paralii kierowcom autobusów nie żyje się łatwo - skręt 90 stopni, wąsko i oczywiście wszechobecne osobówki. Tu Mercedes O405 o nieustalonym numerze, który jako linia nr 2 lub 3 (na wyświetlaczu pusto) wjeżdża w ul. Agiou Nikolaou.

 Mercedes O405N z AKK Katerini

Mercedes O405N #3 na linii nr 3 z dość sporą prędkością przemierza centrum Paralii. Kierowca robił wrażenie niezadowolonego z mojego fotografowania.

Mercedes O405 z AKK Katerini w Paralii

Mercedes O405 #8 na linii 2 przejeżdża wąską ul. Agiou Nikolaou. W doniczkach po obu stronach rosną oliwki, co dodaje uroku temu miejscu. W tle słabo widoczny zarys góry Olimp. Widok na część przednią pojazdu prezentuje poniższy film. Tytułowy autobus obsługując linię nr 1 zmierza do głównego przystanku w centrum Paralii:

Wśród Mercedesów jest także mały O402, czyli jeden z trzech autobusów zakwalifikowanych do taboru midi (pozostałe dwa to MAN-y). Nr taborowy 20, który regularnie jeździł na linii 10.

 Mercedes O402 z AKK Katerini w Paralii

 

Następna niemiecka marka w taborze AKK Katerini to Neoplan. Osobiście widziałem tylko jednego przedstawiciela modelu N4016 o numerze 12, ale internetowe źródła wspominają także o pojeździe nr 10. Numer 12 pokazałem już powyżej. Teraz jeszcze jedno ujęcie - główny przystanek w centrum Paralii. W tle molo i morze.

Neoplan N4016 z AKK Katerini w centrum Paralii

Klasę maxi reprezentuje także Setra S215 SL nr 9. Innych przedstawicieli tej marki nie widziałem.

Setra S215 SL z AKK Katerini w centrum Paralii

 Setra S215 SL z AKK Katerini w centrum Paralii

Najprawdopodobniej jedyna w taborze AKK Katerini Setra - model S215 SL. Tu w trakcie obsługi linii nr 2, na końcowym odcinku ul. Agiou Nikolaou.

 

Najbardziej znanym autobusem AKK Katerini jest DAF, a w zasadzie Castrosua SB220. Pojazd ten wystąpił w reklamie AKK Katerini, która była emitowana przez lokalną telewizję z Katerini. Około minutowy spot zachęcał do podróżowania na plażę autobusami spółdzielni. Jego cel to chyba tylko zniechęcenie do korzystania z własnych samochodów, bo w relacji Katerini – Paralia nie ma żadnej konkurencji. Jedynie taksówki. Reklamę widziałem już pierwszego dnia pobytu w Paralii, a na żywo Castrosuę zobaczyłem dopiero pod koniec urlopu. Co ciekawe, nawet mogłem nią jechać, ale nie zauważyłem słupka przystankowego. To efekt pierwszego spotkania z tym dwudrzwiowym autobusem. Przystanek przy dworcu kolejowym w Katerini, przed wiaduktem jaki tworzy linia kolejowa do Thessalonik i Aten.

 Castrosua SB220 z AKK Katerini

Drugie spotkanie, owocujące ładniejszymi i dokładniejszymi zdjęciami tego oznaczonego jako nr 5 pojazdu nastąpiło w dniu powrotu do Polski. W dodatku w trakcie obiadu w jednej z położonych w rejonie głównego przystanku restauracji. Była to więc szybka akcja, ale udało się. „Gwiazda telewizyjna” upolowana.

 Castrosua SB220 z AKK Katerini    Castrosua SB220 z AKK Katerini

 

Jak już wspomniałem, tabor AKK to również dwa małe MAN-y. Nowszy i starszy, oba typu NM152. Według fotogalerii TWB ten pierwszy to nr 21, czyli jak na rejestracji, bo oznaczeń na wozie nie widziałem. Idąc tym kluczem, drugi mały MAN to nr 26, bo jego rejestracja kończy się właśnie tym numerem.

 MAN NM152 z AKK Katerini

MAN NM152 nr 21 przeciska się pomiędzy osobówkami w centrum Katerini. Grecy uwielbiają parkować swoje pojazdy w różnych dziwnych miejscach, czego dowodem jest czarny samochód obok autobusu.

 MAN NM152 z AKK Katerini

Drugi, starszy MAN NM152, prawdopodobnie nr 26. Pojazd odjeżdża z głównego przystanku w Paralii, obsługując linię 10.

Na tym kończę opis urlopowego przewoźnika, czyli AKK Katerini. W blogu będą jeszcze wpisy o komunikacji miejskiej w Atenach i Thessalonikach.

 Grecja 2011

 

środa, 28 marca 2012
AKK Katerini (1)

AKK Katerini

Ten wpis poświęcę firmie, z którą w trakcie greckiego urlopu miałem najczęstszy, praktycznie codzienny kontakt. Wypoczywając w nadmorskiej Paralii nie można nie zetknąć się choć przez chwilę z autobusami należącymi do AKK Katerini, czyli miejskiego przewoźnika z miasta Katerini (jak już pisałem w dziale kolej, jest to stolica leżącej w środkowej części Macedonii prefektury Pieria, która liczy około 56 tysięcy mieszkańców). Jeżeli nawet nie korzystamy z usług AKK, to co około 10 minut zobaczymy pojazd tego przewoźnika lub choć na chwilę zetkniemy się z charakterystycznym logo informującym o przystanku autobusowym.

 Tabliczka przystankowa AKK Katerini

Paralia jest oddalona od Katerini o 4 kilometry i to właśnie do niej dociera najwięcej pojazdów przewoźnika. Są to jednak głównie linie sezonowe. Sezon turystyczny w Grecji trwa znacznie dłużej niż nad polskim morzem, bo zaczyna się już około kwietnia, a kończy w październiku. Wtedy do Paralii ruszają aż trzy linie autobusowe. Podstawowa nr 1 łączy Katerini z centrum Paralii – główny końcowo-początkowy przystanek jest zlokalizowany na ul. Nikis, tuż przy plaży i molo. W godzinach od 11 do 22 „jedynki” oficjalnie kursują co 10 minut, a w rzeczywistości nawet częściej, bo mają kilka wariantów trasy, której pokonanie zajmuje im około 25 minut. Ile jest tych wariantów – nie wiem. Osobiście naliczyłem cztery opcje, ale może ich być więcej. Niestety na przystankach brak rozkładów, a tam gdzie są nie podaje się szczegółów, tylko konkretne godziny. Podstawowa relacja Katerini – Paralia jest zachowana, ale autobusy jadą najkrótszą drogą lub objeżdżają sąsiednie miejscowości, np. zaliczając centrum miejscowości Kallithea. Jakiś wariant linii 1 przejeżdża też przez trochę dalej położone nadmorskie Korinos. O różnych trasach „jedynki” przekonamy się stojąc na głównym przystanku w Paralii, na który autobusy wjeżdżają z różnych stron. Raz z lewej strony, raz z prawej, często jednocześnie z obu. Poza wspomnianym 11 godzinnym szczytem linia nr 1 kursuje co ok. 20 minut, choć zdarzają się częstsze kursy. Pierwszy kurs z Paralii do Katerini jest o 6:35, a ostatni o 24:15.

 Mercedes O405N z AKK Katerini

Paralia, ul. Nikis. Główny przystanek w centrum, tuż przy plaży, kościele i molo. Stoi na nim Mercedes O405N z AKK Katerini. Pojazd rozpoczyna kurs powrotny linii nr 1 do Katerini. Na wyświetlaczu pełna relacja, czyli Paralia - Katerini.

Główny przystanek AKK Katerini w centrum Paralii

Paralia, ul. Nikis. Główny przystanek w centrum. Tak prezentuje się wiata przystankowa, a w niej dwa automaty do sprzedaży biletów. Po sezonie automaty są wyłączane, a wnętrze wiaty zostaje zagrodzone opuszczanymi roletami.

 Elektroniczna tablica informacyjna w centrum Paralii

Obok wiaty stoi elektroniczna tablica informacyjna. Tylko z niej dowiemy się, że linia łącząca Olympiaki Akti z Korinos ma nr 10. To jedyne miejsce w Paralii, w którym umieszczono taki system informacji pasażerskiej. Na pozostałych przystankach brak rozkładów jazdy. Zupełnie inaczej jest w Katerini - tam elektroniczne tablice są na większości przystanków.

Linia nr 2 łączy Katerini z inną nadmorską miejscowością – Olympiaki Akti, czyli Olimpic Beach (ta angielska nazwa jest używana również w Polsce), oddaloną od Paralii o 2 kilometry. „Dwójka” kursuje co około 30 minut. Poznałem tylko jeden wariant, czyli przez Paralię. Możliwe, że są też inne opcje, a na pewno były, np. w 2009 roku. Z tego okresu pochodzą zamieszczone na galerii TWB zdjęcia pojazdów linii nr 2, które jeździły z Katerini pomijając Paralię. Dowodem na to jest chociażby naklejka z wykazem przystanków umieszczona w jednym z pojazdów:

 Schemat połączeń AKK Katerini

W samej Paralii linia nr 2 ma bardzo ciekawy przebieg, bo autobusy jadące w stronę Olimpic Beach przemieszczają się wąską, jednokierunkową i równoległą do oddalonego o kilkanaście metrów morza uliczką Agiou Nikolaou. Wieczorem ruch kołowy jest zamykany (AKK korzysta wtedy z równoległej drogi) i miejsce to staje się deptakiem. Jednak nawet i w dzień uliczka jest pełna spacerowiczów. To bardzo utrudnia wykonanie jakiegokolwiek zdjęcia. Dodatkowo jest wąsko, tak więc tylko ściany przednie pojazdów można dobrze udokumentować.

Mercedes O405N #4 z AKK Katerini

Mercedes O405N #4 na linii 2 z Katerini do Olimpic Beach przejeżdża przez ul. Agiou Nikolaou w Paralii. Strój niektórych przechodniów świadczy o bliskości plaży, którą w tym miejscu od jezdni oddziela tylko chodnik.

Poniżej filmik, który nakręciłem na Agiou Nikolaou. Jego bohater to Mercedes O405N #2. Autobus oznaczony jest jako linia nr 3. Przyznam, że ten numer trasy jest dla mnie zagadką. Pierwotnie myślałem, że to pomysł jednego z kierowców - "właściciela" pojazdu nr 3, który wypisał na tablicy numer swego miejsca pracy. Zdanie zmieniłem po nakręceniu tego filmu, na którym jest wszakże inny autobus (#2, a nie #3), inny kierowca, a linia nr 3. Relacja taka sama, jak "dwójki", czyli Katarini - Paralia - Olimpic Beach, ale może jedzie inaczej w Katerini, albo zmiana trasy następuje dalej, np. przez centrum miejscowości Kallithea. Tu jednak nie rozumiem, dlaczego mająca różne warianty „jedynka” jest cały czas oznaczona tak samo, a inna trasa o mniejszych zmianach ma aż dwa numery. Może jakiś czytelnik bloga rozwiąże kiedyś tę transportową zagadkę.

Do Paralii dociera też linia nr 10. To wieczorne połączenie (od po 17:00 do po 23:00) miejscowości Korinos z Olimpic Beach przez Paralię. Obsługują ją wyłącznie pojazdy klasy midi (jedna brygada), które na tablicach kierunkowych mają podane tylko relacje, bez numeru linii. O tym, że do Korinios jeździ „dziesiątka” dowiedziałem się z diodowej tablicy odjazdów umieszczonej na głównym przystanku. Inne linie też nie zawsze są oznakowane cyfrą. Kilka razy widziałem „jedynkę” oznaczoną tylko napisami. Co ciekawe, w rozkładach jazdy nie było podziału na dni wolne i robocze. Wszystko jeździło tak samo, nawet w ważne dla Greków religijne święto 15 sierpnia. Sezon turystyczny ma więc swoje dodatkowe prawa.

 Mercedes O402 z AKK Katerini na linii nr 10

Mercedes O402 #20 w centrum Paralii. To kurs linii nr 10 do Korinos. O numerze linii dowiemy się tylko z diodowej tablicy umieszczonej na wcześniejszym przystanku - przy molo i kościele.

To tyle w sprawie linii sezonowych. W okresie zimowym główny przystanek w Paralii jest zamykany (opuszczane rolety zamykają wiatę z automatami biletowymi), ale autobusy nadal dojeżdżają do tej miejscowości, jednak już ze znacznie mniejszą częstotliwością. Z rozkładu jazdy wynika, że pozostają tylko dwa warianty trasy (letni rozkład podawał tylko jeden wariant, a przecież było ich więcej, więc informacja ta może być niepełna), czyli z Katerini do Paralii najkrótszą trasą bez wjazdu do centrum miejscowości Kallithea lub z przejazdem przez nie. Lepszą częstość mają dłuższe kursy – w dni robocze co 20 minut, a w wolne co pół godziny (krótsze odpowiednio co 30 min. I co godzinę). Poza sezonem kursuje także linia nr 2, ale tu  częstość kursów jest tragiczna, bo co około trzy godziny.

Oprócz linii do Paralii, Olympiaki Akti, czy Korinos, AKK Katerini jeździ również do Svoronos. W dzień roboczy co 15 minut, a w soboty, niedziele i święta co 30. Na stronie internetowej przewoźnika jest także informacja o miejskich liniach nr 14 i 15, ale przyznam, że nigdy tak otablicowanego autobusu nie widziałem. Ogólnie strona internetowa AKK Katerini jest tragiczna – na jej podstawie ciężko jest ustalić ile linii firma obsługuje. W niektórych przypadkach rozkłady jazdy są podane dla danej linii, ale w większości nie stosuje się numeracji, tylko nazwy miejscowości (końcówek), a to wszystko oczywiście w greckim alfabecie. Naprawdę trudno jest się w tym połapać. Dlatego niestety nie mogę podać, ile linii obsługuje AKK i jakie są ich oznaczenia.

 Mercedes O405N2 z AKK Katerini

Linia nr 8 w rejonie targowiska i dworca KTEL w Katerini. Po kilku minutach obsługujący ją Mercedes O405N2 #13 wracał z oznaczeniem trasy nr 6.

Taryfa biletowa AKK Katerini jest dość prosta. Tylko cztery rodzaje biletów, w tym dwa całe i dwa ulgowe. Bilety oznaczone są kolorami, co nie dotyczy biletów z automatu, bo te drukowane są na tym samym papierze. I tak bilet zielony kosztuje 1,10 euro. Można na nim podróżować do 6 kilometrów. Dłuższa podróż wymaga skasowania biletu czerwonego za 1,50 euro, który nie ma limitowanego dystansu kilometrów. Są także bilety ulgowe: żółty i niebieski. Ten pierwszy za 0,75 euro, a drugi za 0,60 euro. Korzystanie z ulg jest już lekko skomplikowane, bo np. w przypadku jazdy powyżej 6 km bilet zielony staje się biletem ulgowym dla studentów i innych upoważnionych osób, a zwykła ulga (pewnie dla emerytów i rencistów) to bilet żółty. Na tej dłuższej trasie bilet niebieski nie obowiązuje. Największym jednak problemem staje się ustalenie, jaką odległość mamy do pokonania, skoro na przystankach nie ma szczegółowych rozkładów jazdy. Na szczęście przewoźnik w tej kwestii zatroszczył się o turystów i na głównych przystankach wiszą informacje pokazujące, jaki bilet obowiązuje na danym odcinku – prosta mapka z nazwami po angielsku i z odpowiednimi kolorami. Dzięki temu bez problemu ustalimy, że jadąc z Paralii do dworca kolejowego w Katerini musimy skasować bilet zielony, ale gdy chcemy dotrzeć do centrum miasta, czeka nas zakup biletu czerwonego. Jeżeli nie zdążymy kupić biletu w kiosku, czy w automacie, możemy to zrobić u kierowcy. To jest jednak droższe i jeżeli dobrze pamiętam, to był to zwykły paragon z kasy fiskalnej, którego nie trzeba było kasować. Skorzystanie z kasownika wiązało się z pewnym bonusem informacyjnym. Mianowicie nie każdy autobus miał widoczny numer taborowy, ale widniał on na każdym skasowanym bilecie. Taka gratyfikacja dla miłośników komunikacji.

 Bilety AKK Katerini

Kupione w automacie bilety: zielony i czerwony. Kasowniki ucinają narożnik. Trzy pierwsze cyfry nadruku to numer autobusu - w tym przypadku Neoplan nr 14. Dalej data i godzina. Bilet czerwony jest przedarty - to efekt kontroli biletów.

 Grecja 2011

niedziela, 04 grudnia 2011
Stacja Katerini

Grecka miejscowość Katerini to stolica prefektury Pieria, leżącej w środkowej części Macedonii. Liczy około 56 tysięcy mieszkańców. W trakcie urlopu 2011 trafiłem tam kilka razy – mieszkałem w pobliskiej Paralii, oddalonej od Katerini tylko o 4 kilometry. Oczywiście nie mogłem odmówić sobie wizyty na miejscowym dworcu kolejowym. Cel był hobbystyczny, a jednocześnie praktyczny, bo związany z planowanym przejazdem pociągiem do Thessalonik. Nigdy wcześniej osobiście nie zetknąłem się z greckimi kolejami OSE (ΟΣΕ). Planując wyjazd miałem dość spore obawy co do kondycji tego przewoźnika. W Internecie znalazłem wiele informacji o problemach związanych z kryzysem finansowym, w związku z którym na początku 2011 r. zamykano niektóre linie kolejowe, w tym słynną wąskotorówkę na Peloponezie, która już od wielu lat była moim turystycznym marzeniem. Niestety na chwilę obecną pozostały tylko liczne filmy na Youtube przedstawiające kursujące tam pociągi (dobre jednak i to). W ramach likwidacji i oszczędności zrezygnowano także z pasażerskich połączeń międzynarodowych, pozostawiając kolejowe przejścia graniczne jedynie w ruchu towarowym. Zakładałem więc, że pociągiem ΟΣΕ nie pojadę, a nawet, że nie zobaczę żadnego składu, tylko może jakieś budynki i infrastrukturę kolejową. Na szczęście było zupełnie inaczej. Trafiłem tam, gdzie kolej miała się całkiem dobrze.

Stacja Katerini jest położona na liczącej ponad 500 kilometrów linii łączącej Ateny z Thessalonikami. To główna trasa kolejowa w kraju. W całości uruchomiono ją w 1918 roku, a prace trwały od około 1900 roku. Była to linia wyjątkowa, bo o rozstawie szyn standardowym, czyli 1435 mm, co kontrastowało z preferowanym przez ówczesne władze tańszym, wąskotorowym rozwiązaniem (głównie 1000 mm). Zwiększenie rozstawu szyn było wymuszone planami przyłączenia greckiej kolei do innych europejskich linii. Początkowo powstał odcinek z Aten do okolic Larissy (tam przebiegała granica grecko-turecka), a potem dalszy przez słynną Dolinę Tempi do Thessalonik. Linia powstała głównie jako jednotorowa i taka sytuacja trwała do końca lat 90-tych. Cały czas trasa nie była zelektryfikowana. Wielkie zmiany przyniosły zbliżające się igrzyska olimpijskie w Atenach – 2004 rok. Jak się później okazało, to właśnie ogromne wydatki związane z organizacją olimpiady i przygotowywaniem do niej kraju stały się główną przyczyną kryzysu. Jednak bez wątpienia to właśnie dzięki olimpiadzie Grecja (a przynajmniej jej część) przeszła gruntowną modernizację. Dotyczyło to również kolei. Niestety dokładnie nie ustaliłem kiedy rozpoczęły się prace modernizacyjne na linii Ateny – Thessaloniki, ale przypuszczalnie było to już po roku 2000, a docelowo całość planowano zakończyć na 2015 rok, co w obecnej sytuacji wydaje się mało realne. Modernizacja polega na przebudowie całej linii na dwutorową i jej elektryfikację. Wyczytałem, że pociągi mają się po niej przemieszczać z prędkością do 200 km/h. Na pewno jeżdżą ponad 100 km/h, czego osobiście doświadczyłem. Założenie linii dwutorowej już zostało zrealizowane. Głównie modernizowano istniejącą już trasę, ale niekiedy linię budowano w innym miejscu. Tak było np. w rejonie stacji Nei Pori, gdzie tor przebiegał przez centrum turystycznej miejscowości, praktycznie tuż nad Morzem Egejskim. Teraz pociągi omijają zabudowania, ale wciąż pozostał ślad po dawnej linii. Tym tematem zajmę się jeszcze w oddzielnym wpisie. Wracając do linii z Aten do Thessalonik, warto dodać, że całość nie została jeszcze zelektryfikowana. Elektryczne składy kursują tylko na odcinku Larissa – Thessaloniki. Pomiędzy Atenami, a Larissą nadal wykorzystywana jest trakcja spalinowa, choć w wielu miejscach już od dawna stoją słupy trakcyjne, a nawet wisi sieć.

W Katerini nie było żadnych zmian lokalizacji linii kolejowej. Zaingerowano jedynie w drogi kołowe, które skierowano na wiadukty lub do tuneli. Pozostał zabytkowy budynek dworca, który wyremontowano. Działa w nim kasa biletowa, w której nawet mówią po angielsku, co w Grecji nie zdarza się zbyt często.

 Wiadukt kolejowy w Katerini

Podniesienie prędkości szlakowej wymusiło likwidację skrzyżowań z innymi drogami. W centrum Katerini ruch drogowy skierowano do nowego tunelu, natomiast tuż za miejscowością (w stronę Larissy) powstał wiadukt, którym samochody przejeżdżają nad torami.

 Stacja Katerini - budynek dworcowy

Stacja Katerini - budynek dworcowy

Widok na odnowiony budynek dworcowy. Na nim charakterystyczne logo greckich kolei OSE. O panujących tam wysokich temperaturach przypominają klimatyzatory.

Na stacji Katerini

Nowy peron, nowe tory, a obok stary żuraw i wieża ciśnień.

Stację wyposażono w nowoczesny system informacji pasażerskiej – wyświetlacze na peronach i w budynku dworcowym. Niestety urządzenia nie działają, o czym przypomina wyświetlający się na nich napis. To jednak nie jedyny mankament stacji Katerini. Widocznie wyniknął jakiś problem budowlany lub po prostu zabrakło funduszy, a może ktoś coś źle zaprojektował. Problemem jest wsiadanie do pociągu, a właściwie dojście do miejsca, w którym można to zrobić. Dwa główne tory szlakowe przechodzące przez stację są nieczynne. Przerzucono przez nie metalowy pomost, którym pasażerowie przechodzą na drugi peron, z którego wchodzą na następny mostek. Na peronie trzecim trzeba skręcić w lewo, zejść z niego i przejść w prawo, przez jedyny czynny tor. Za nim do góry, czyli na tymczasowy czwarty peron – metalowa konstrukcja, na której w palącym słońcu można czekać na pociąg (są tam dwie małe wiaty jak na przystanku autobusowym, ale to ochrona tylko dla kilku osób, co i tak zresztą zależy od pory dnia, bo cień wszakże przemieszcza się). Z jego drugiej strony stoi skład towarowy – platformy, które już od dawna nie były ruszane i raczej pełnią funkcję ewentualnego „poszerzacza” peronu. Tak więc cały ruch kolejowy na stacji Katerini odbywa się tylko jednym torem, choć na stacji jest ich kilka.

Stacja Katerini

Stacja Katerini

Aby dotrzeć do tymczasowego czwartego peronu (tylko tam można wsiąść do pociągu) należy przejść przez metalowe kładki.

W trakcie swojego pierwszego pobytu na stacji Katerini (6.08.2011) nie liczyłem, że uda mi się zobaczyć grecki pociąg. Spotkała mnie jednak miła niespodzianka. Kiedy tylko ustaliłem, o której godzinie za kilka dni możemy z żoną wyruszyć do Thessalonik, z megafonów padł komunikat o niezrozumiałej treści, ale zakończony słowem Thessaloniki. Super. Będzie więc pociąg. Rozpocząłem zatem wędrówkę przez metalowe mostki na tymczasowy peron czwarty  – fajna wyprawa, choć gdy ma się bagaże (albo jest się starszą osobą) to jest to dość uciążliwe. Właśnie wjeżdżał lekko opóźniony pociąg osobowy nr 2590 relacji Paleofarsalos – Thessaloniki. To elektryczny zespół trakcyjny Siemens Desiro EMU-5, jeden z dwudziestu posiadanych przez OSE.

Siemens Desiro EMU-5

Siemens Desiro EMU-5

Na ścianie przedniej ezt jest wyświetlacz, który powinien podawać relację pociągu. Oczywiście nie działał - przecież każdy wie, gdzie skład jedzie. Tak wyglądał odjazd ze stacji Katerini:

Drugi film powstał 9 sierpnia rano. To InterCity nr 53 relacji Thessaloniki - Ateny. Prowadzi go elektrowóz Siemens Krauss-Maffei nr 120.010. Lokomotywa dojedzie do stacji Larissa, gdzie zostanie podmieniona na spalinówkę. Greckie koleje zakupiły łącznie 30 takich lokomotyw, które nazywane są Hellas Sprinter.

Źródłem informacji o pociągach pasażerskich na stacji Katerini jest wisząca przy kasie kartka – ksero z bardzo cienkiego sieciowego rozkładu jazdy OSE. Dodatkowo ręcznie wypisane są na niej dostępne połączenia w rejonie Macedonii i Tesalii, np. do Volos. Na kartce brakuje pociągów InterCity – o nich pisze w innym miejscu i tylko po grecku.

 Rozkład jazdy greckich kolei OSE

 

Na koniec jeszcze o pojazdach przejeżdżających przez stację Katerini. W sumie jest dość monotonnie. InterCity z Thessalonik do Aten i odwrotnie to standardowo Siemens Krauss-Maffei Hellas Sprinter + wagony. To łącznie 5 par pociągów. Dodatkowo jedna para obsługiwana po całej trasie spalinowym zespołem trakcyjnym. To InterCity nr 51, z Thessalonik o 5:11 i na 10:26 w Atenach. Na stacji Paleofarsalos (6:57 odjazd) łączenie z innym szt, jadącym jako InterCity nr 47 z Kalambaki (5:55) do Aten. Powrót jako IC nr 58 (i IC nr 48 do Kalambaki) z Aten (16:15) do Thessalonik (21:31). Jest też para nocnych pociągów z autokuszetkami. Najprawdopodobniej również są prowadzone przez Hellas Sprintery. Osobówki z Thessalonik do Larissy (11 par) to wyłącznie Siemensy Desiro EMU-5. Takie ezt obsługują też jedną parę z Thessalonik do Paleofarsalos. Jest też jedna para osobowego z Thessalonik do Kalambaki przez Paleofarsalos obsługiwana przez spalinowy zespół trakcyjny. Pociągi towarowe przez Katerini prowadzą Hellas Sprintery. Nie wiem, czy pojawiają się tu pociągi zdawcze.

Tuż za stacją Katerini jest baza kolejowych drogowców. Na jej terenie stały dwie małe spalinówki ze składami wypełnionych tłuczniem szutrówek.

Grecja 2011

 

sobota, 19 listopada 2011
Autobusem na Meteory 2

Dalszy odcinek był normalniejszy. Trasa oczywiście wspaniała widokowo, ale już bez takiego natężenia ruchu. Piękne krajobrazy zaowocowały fotostopem. Parkingu brak, więc Neoplan Kostasa zatrzymał się na krótkim fragmencie prostej.

 Neoplan N516 SHD Starliner

Zjechaliśmy trochę niżej i nastąpił dłuższy postój, tym razem na parkingu. Obok następne niezwykłe skały, a na jednej klasztor Mikołaja Odpoczywającego, gdzie wyruszyła część grupy. Postój w tamtym miejscu zaowocował spotkaniem z żółwiem greckim (ciekawe przeżycie – idziesz sobie i mijasz się z żółwiem, który wcale nie był tak powolny, jak to wydawać się może) i kilkoma fotkami autobusów. Oczywiście powstała też cała masa zdjęć dokumentujących niezwykły krajobraz.

 Żółw grecki

Niecodzienny (choć tam raczej codzienny) spacerowicz.

 Neoplan N2216/3 SHD L Tourliner, a w tle jeden z Meteorów

Wspinając się na Meteora sfotografowałem Neoplana N2216/3 SHD L Tourlinera na tle innego Meteora. Obok zasłonięty drzewami, główny bohater przejazdu, czyli autobus Kostasa.

Neoplan N2216/3 SHD L Tourliner, a w tle jeden z Meteorów

I ten sam Tourliner (produkowany w Turcji dla Grecji, a sprzedawany przez firmę Papadakis Bros - tamtejszego przedstawiciela koncernu NeoMAN) na tle kolejnej niezwykłej skały. Na niej też kiedyś był klasztor.

I to by było na tyle. Czas wracać. Jednak nie bezpośrednio do Kalambaki, tylko do położonej za nią miejscowości Kastraki. Kiedy skończyła się górska serpentyna, zaczęło się kluczenie między gęstą zabudową. Wąska droga, ostre zakręty – kierowca Kostas miał co robić. I tak dotarliśmy do głównej drogi. Tam nastąpił następny postój – stacja paliw z barem i sklepem, a w tle Meteory. Rewelacyjne miejsce. W dodatku pojawiło się kilka autobusów do fotografowania, bo stacja paliw okazała się przystankiem KTEL, na którym międzymiastowe kursy miały po kilka minut postoju. Co ciekawe, nigdzie nie było informacji, że tu jest przystanek. Miejscowi jednak doskonale o tym wiedzieli, bo wysiadali i wsiadali.

Setra S315 GT-HD należąca do KTEL Kastoria (ΚΤΕΛ Ν. Καστοριάς Α. Ε.). Dokąd jedzie? Niestety greckie tablice diodowe bardzo szybko odświeżają się i nigdy nie udało mi się utrwalić na zdjęciu całego napisu. Jest to więc jakiś kurs do lub z Kastorii, która położona jest w północno-zachodniej części kraju, w Górach Dynarskich (blisko do granicy z Albanią i Skopje).

 Setra S315 GT-HD należąca do KTEL Kastoria

Setra S315 GT-HD należąca do KTEL Kastoria

Mercedes O350 Tourismo z KTEL Korfu (ΚΤΕΛ Κρατήσεις). Korfu jest stolicą położonej na Morzu Jońskim wyspy Korfu (Kerkira). Mapy nie pokazują żadnego mostu łączącego wyspę ze stałym lądem, więc autobus musiał płynąć promem. Fajnie. Ciekawe tylko, jak często pływają tam promy. KTEL przypuszczalnie ma umowę podpisaną tylko z jednym przewoźnikiem, więc ewentualne opóźnienie w drodze powrotnej może sprawić, że autobus z niezadowolonymi pasażerami utknie na dłużej w porcie. Taki urok położonego na wyspach kraju.

 Mercedes O350 Tourismo z KTEL Korfu

Oprócz autobusów KTEL na parking przyjechał też wracający z Meteorów trójosiowy Irizar Century. Pojazd ten towarzyszył nam dość często - mijaliśmy się co jakiś czas lub zatrzymywaliśmy w tych samych miejscach. Autobus ten bardzo spodobał mi się, bo w Polsce zbyt często nie widuję trójosiowych Irizarów, zwłaszcza na podwoziu Volvo.

 Irizar Century na podwoziu Volvo

To był ostatni postój przy Meteorach. Wracaliśmy. Przejazd przez centrum Kalambaki (obok ciekawej stacji kolejowej, o której będzie więcej w innym wpisie) i znaną już trasą przemieszczaliśmy się do Larissy. Tuż za Kalambaką sfotografowałem kolejny autobus KTEL Trikala. Tym razem to MAN SR362:

MAN SR362 z KTEL Trikala

Grecja nie tylko z zabytków słynie, ale ostatnio z częstych strajków. Osobiście przekonałem się o tym właśnie w trakcie powrotu z Meteorów. Na drodze E75 w wielu miejscach ustawiono punkty poboru opłat. Tuż za Doliną Tempi także są bramki. Kiedy do nich dojeżdżaliśmy, po prawej stronie zatrzymały się dwa autobusy. Co ciekawe, jechał za nimi policyjny radiowóz z włączonymi „kogutami”. Myślałem, że to jacyś kibice. Z pojazdów pospiesznie zaczęli wysiadać pasażerowie, którzy rozbiegli się wzdłuż bramek, blokując je – zabrakło dosłownie sekund, abyśmy przejechali. Wszyscy byli normalnie ubrani, niczego nie skandowali, nie mieli też żadnych transparentów. O co więc chodzi?

Na bramkach

Wyjaśnił to nasz pilot. Okazało się, że to taksówkarze, którzy już od około dwóch tygodni strajkują (faktycznie nigdzie nie było widać taksówek). Powód tego protestu to działania rządu, który chce zlikwidować licencje. Koszt takiej licencji to 100 tysięcy euro (na ciężarówkę i autobus jeszcze więcej). Można ją dziedziczyć i sprzedawać. Dostęp do zawodu taksówkarza w Grecji jest więc mocno ograniczony, a z tym wiążą się większe zyski. Likwidacja licencji to wpuszczenie konkurencji, a to nie podoba się nikomu. Dlatego co jakiś czas przeprowadzane są takie akcje. Ogólnie całość zakończyła się sukcesem – rząd przełożył sprawę licencji na późniejszy okres i jeszcze w trakcie mojego sierpniowego urlopu taksówki wróciły na ulice Grecji. Wracam jednak do sytuacji na bramkach. Panowie trochę pospacerowali, coś tam pokrzyczeli i zaczęli przepuszczać pojazdy, jednocześnie nie pozwalając pracownikom autostrady na pobieranie opłat. Cały postój trwał więc tylko około 5 minut. Mieliśmy więc wyjątkowe szczęście, bo jak opowiadał pilot, tydzień temu droga została całkowicie zablokowana i jechali objazdem przez góry – ponad godzinę dłużej.

 Strajk na bramkach

Strajk na bramkach

 

Grecja 2011

piątek, 11 listopada 2011
Autobusem na Meteory

Maczuga Herkulesa – zbudowana z twardych wapieni skalistych maczuga skalna, która znajduje się na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego, w miejscowości Pieskowa Skała. Wysokość 25 metrów.

Dlaczego piszę o skałach? Bo celem jednej z moich greckich wycieczek były właśnie skały. Takie Maczugi Herkulesa, ale znacznie większe i z wybudowanymi na nich budynkami (klasztorami), czyli słynne Meteory. Ich wysokość dochodzi nawet do 540 m.n.p.m., robią więc wrażenie. Wrażenie robi też to, że wjeżdża się na nie samochodami, autobusami, a nawet zestawami ciągnik siodłowy + naczepa. Niezwykłe.

Moim punktem początkowym była nadmorska miejscowość Paralia obok Katerini. Więcej o tamtym rejonie Grecji (oczywiście transportowo) w kolejnych wpisach. Wycieczki z Paralii do Meteorów odbywały się w środy. Wówczas kilka autokarów różnych przewoźników, z klientami różnych biur podróży ruszało o bardzo podobnej porze (po 6 rano) i przemieszczały się tą samą trasą, ale z różnym programem na końcowym odcinku (gdyby wszyscy jednocześnie wjechali na strome, górskie uliczki to byłoby dość ekstremalnie). Niechcianym elementem jakichkolwiek wyjazdów jest zbieranie poszczególnych osób spod hoteli. Ma to jednak niekiedy swoje plusy, bo dzięki temu mogłem zobaczyć nieczynną, starą jednotorową linię kolejową w miejscowościach Leptokaria i Nei Pori. Będzie o tym później, w dziale kolej. Wracam jednak do przejazdu. Rainbow Tours (to z tym biurem wczasowałem) na Riwierze Olimpijskiej korzystało z usług jednoosobowego przewoźnika. Pan Kostas (bardzo popularne w Grecji imię) posiadał dwa autobusy. Rezerwowy, którego nigdy nie zobaczyłem i flagowy, z którego był bardzo dumny i on i rezydent biura podróży. To Neoplan N516 SHD. Na tabliczce znamionowej nie ma roku produkcji. Jest on ukryty w VIN-ie, za którego rozszyfrowanie jeszcze nie zabrałem się.

Autobus został pomalowany na niebiesko i dostał ozdobne greckie elementy: flaga Grecji i słynna rzeźba Dyskobol. Fakt – ładnie wyglądał. Wnętrze też było ciekawe, szczególnie oświetlenie indywidualne umieszczone w postaci pałąka wyginającego się pomiędzy siedzeniami. Wyglądało to ciekawie, ale na dłuższą metę było dość uciążliwe – powód częstych uderzeń to głową, to ręką.

 Neoplan N516 SHD przy słynnych Meteorach

Z żoną usadowiliśmy się w części przedniej, dzięki czemu była możliwość robienia zdjęć w trakcie jazdy. Ta była zaś bardzo ciekawa, obfitująca w niezwykłe widoki, np. w trakcie przejazdu Doliną Tempi. Właśnie tam droga nr 1 (czyli występująca również w Polsce E75) zwęża się do jednej jezdni i wije się pośród skał i przepaści. Docelowo w tym rejonie będzie tunel – prace trwały, choć w związku z kryzysem nękającym Grecję zostały trochę ograniczone. Już dwujezdniową trasą wjechaliśmy do miejscowości Larissa (ponad 160 tys. mieszkańców, stolica prowincji Tesalia). Funkcjonuje w niej komunikacja miejska, której kilku przedstawicieli sfotografowałem. Niestety z jadącego autobusu nie jest łatwo o dobrą fotkę. Do prezentacji nadają się tylko cztery. Na początek MAN NL2x3, który obsługuje lokalną, podmiejską trasę do - na autobusie pisze, że do Larissy, ale on ewidentnie wyjeżdżał z miasta. Najprawdopodobniej to kurs do pobliskiego Evangelismos lub powrót na pusto po przejeździe do Larissy. Dopiero obrabiając to zdjęcie odkryłem, że pojazd ten nie należy do miejskiego przewoźnika, tylko do jakiejś innej firmy (czerwone logo), np. z Evangelismos, co by tłumaczyło pusty przejazd. To jednak tylko takie gdybanie.

MAN NL2x3 wyjeżdża z Larissy

Pozostałe pojazdy na zdjęciach to już własność miejskiego przewoźnika, czyli ΑΣΤΙΚΟ ΚΤΕΛ ΛΑΡΙΣΑΣ. Same Mercedesy Citaro, kupione w 2004 r. Firma podaje na swojej stronie, że eksploatuje 50 autobusów. W tym 7 przegubowców, 4 pojazdy klasy mini, 4 klasy midi, a reszta to 35 dwunastometrowych solówek, w tym 28 niskopodłogowych, przypuszczalnie samych Mercedesów Citaro.

Mercedes Citaro w greckiej miejscowości Larissa

Mercedes Citaro w greckiej miejscowości Larissa

 Mercedes Citaro w greckiej miejscowości Larissa

W Larissie mijaliśmy się także z pojazdami wyższej klasy, np. pod szyldem KTEL (ΚΤΕΛ). Taką nazwę mają przewoźnicy z różnych miast, czyli śmiało można stwierdzić, że to odpowiednik polskiego PKS-u. Poszczególne spółki są kontrolowane przez Ministerstwo Transportu – taką informację podaje np. główna strona KTEL Chania – Rethymnon z wyspy Kreta. Niestety na żaden KTEL-owy dworzec autobusowy nie udało mi się trafić, choć jak się później dowiedziałem, byłem bardzo blisko. Na początek prezentuję autobus MAN RH353 z KTEL Karditsa (ΚΤΕΛ  ΚΑΡΔΙΤΣΑΣ), gdzieś w centrum Larissy:

 MAN RH353 z KTEL Karditsa

 I Mercedes O350 Tourismo z KTEL Trikala (ΚΤΕΛ ΤΡΙΚΑΛΑ):

 Mercedes O350 Tourismo z KTEL Trikala

Na zdjęcie załapał się także Neoplan N316 nieznanego przewoźnika. Rejestracja miejscowa, czyli z Larissy. Na szybie numer taborowy 5. Jest też diodowa tablica kierunkowa, która w trakcie wykonywania fotki odświeżała się, więc relacja nie do ustalenia:

 Neoplan N316

Z Larissy przemieszczaliśmy się drogą nr 6 do Trikali i dalej do Kalambaki. To małe miasteczko położone w miejscu niezwykłym – tuż przy Meteorach. Wielkie, niesamowite skały było widać już z daleka.

Widok na miasto Kalambaka i na Meteory

Po wjechaniu do Kalambaki od razu skręciliśmy w prawo, i boczną drogą wyjechaliśmy z miasta. Wtedy zaczęły się górskie atrakcje. Trasa ostro pięła się do góry, a dodatkowo co chwilę pojawiały się zakręty. Im wyżej, tym oczywiście piękniejsze widoki i coraz bardziej ekstremalnie, bo droga była dość wąska, a panował na niej spory ruch. Przez pewien czas jechaliśmy za srebrnym Mercedesem Sprinterem z firmy Av Tours (z Aten), który stał się tymczasowym motywem do utrwalania pięknych widoków.

Mercedes Sprinter, a w tle jeden z Meteorów. Dziś skała jest pusta, a kiedyś znajdował się na niej klasztor.

Mercedes Sprinter, a w tle jeden z Meteorów. Dziś skała jest pusta, a kiedyś znajdował się na niej klasztor.

Nasz Starliner wiózł nas na samą górę – pod położony najwyżej, jednocześnie największy klasztor nazywany Meteorem Meteorów, Wielkim Meteorem lub Klasztorem Metamorfozy. Tak zaplanowana wycieczka umożliwiała bezproblemowe zawrócenie autobusu i ustawienie go na bocznej drodze. Około godzinę później taki manewr nie byłby już możliwy – wszechobecne osobówki zastawiają całą górną część trasy, a dojazdu do niej bronią inne autobusy, których kierowcy mają spory problem z zaparkowaniem. Dzięki temu, że nasz Neoplan był na górze, było też więcej czasu na zwiedzanie klasztoru i jego przepięknej okolicy (odpadło dodatkowe wejście i zejście po rozgrzanym od upalnego słońca asfalcie). Dojście do klasztoru (traktowanego jako cel religijnych pielgrzymek - głównie Serbów - oraz jako rewelacyjny punkt widokowy na Meteory) było bardzo ciekawe. Najpierw wydrążony w skale tunel, a potem schody, schody i jeszcze raz schody, na których co chwilę ktoś się zatrzymywał dokumentując piękno przyrody. Co ciekawe, takie dojście do Wielkiego Meteoru jest stosunkowo nowe – z 1923 roku. Wcześniej była tylko sznurkowa drabina lub ręczna winda, czyli specjalna siata, w której wciągano ludzi lub potrzebne rzeczy.

Wielki Meteor

Wejście na górę dostarczyło wielu wrażeń, choć niestety ogromny upał sprawił, że chyba wszyscy uczestnicy wyjazdu byli wykończeni. Klimatyzowane wnętrze Neoplana stało się więc oczekiwanym ratunkiem.

 Neoplan N516 SHD przy Meteorach

Rozpoczął się zjazd. Bardzo powolny, bo droga była cała zastawiona. Osobówki stały, inne jechały, gdzieś tam pojawił się też inny autobus, który musiał powoli cofać, bo o mijance nie było mowy. W dodatku na poboczu trwały prace budowlane. Ogólnie było więc wąsko i dość stresująco. Tak to wyglądało z okna, choć zdjęcie nie ukazuje w pełni powagi sytuacji – w pewnym momencie po prawej była spora przepaść.

 Zjazd od Wielkiego Meteora

 Ciąg dalszy w następnej notce.

 Grecja 2011

środa, 12 października 2011
Na lotnisku w Katowicach i Thessalonikach

Urlop to coś pięknego i tak bardzo wyczekiwanego. Niestety nawet najdłuższy musi się kiedyś skończyć i trzeba wracać do codzienności. Na szczęście mamy wspomnienia, zdjęcia, filmy i pamiątki. Dzięki temu można choć na chwilę przenieść się w czasie i poczuć się znów jak na jakimś wspaniałym wyjeździe. Mój urlop już dawno za mną. Był na tyle ciekawy, że zamierzam do niego powracać na łamach bloga. Zapraszam zatem do Grecji.

Jakoś do tej Grecji musiałem się dostać. Autobus odpadał, bo to jednak zbyt ekstremalne wyzwanie jak na taką odległość. Zatem samolot. Lotnisko w Katowicach, a dokładniej w pobliskich Pyrzowicach. W sumie to mój jedyny port lotniczy w południowej części Polski, z którego korzystałem. Zacząłem już w latach 80-tych i jakoś nie mogę się z nim rozstać :) To jednak nie z sentymentu, tylko z konieczności. Niestety krakowskie lotnisko ma znacznie uboższą ofertę i zawsze kierunki, na które się decyduję wiążą mnie z Pyrzowicami. Mój rejs to czarterowy LO 6221 Katowice – Thessaloniki (polska nazwa to Saloniki, ale ze względu na historyczność tej greckiej będę ją pomijał). Literki LO oznaczały niestety Polskie Linie Lotnicze LOT, a dokładniej LOT Charters, czyli spółki zajmującej się lotami czarterowymi. Piszę niestety, bo LOT Charters ma inne zasady przewozu bagażu, czyli tylko 17 kg na osobę, a u innych czarterowców 20 kg. Przy odprawie było więc trochę stresu, ale zmieściliśmy się wagowo. Jeszcze kontrola bezpieczeństwa i czekaliśmy na odlot, który miał nastąpić o 17:35. Miejsce czekania bardzo dobre – na pierwszym piętrze z przeszkloną ścianą umożliwiającą oglądanie życia lotniska. Niestety szyby były brudne, a siedząc na ławkach dało się oglądać tylko folie reklamowe. Coś jednak widziałem, a nawet fotografowałem.

Przez kolejne lata korzystania z Międzynarodowego Portu Lotniczego w Katowicach odnosiłem wrażenie, że to wyłącznie baza firmy Wizz Air. Zawsze na lotnisku stało kilka maszyn tego przewoźnika.

Należący do Wizz Air Airbus A320-232 o rejestracji HA-LPJ. To 2007 rocznik, który regularnie ląduje w Katowicach, Gdańsku i Warszawie, latając stamtąd np. do Sztokholmu, Dortmundu, czy Malmo.

 Należący do Wizz Air Airbus A320-232 o rejestracji HA-LPJ na lotnisku w Pyrzowicach

Tym razem była jednak miła odmiana, bo pojawiło się sporo pojazdów innych firm. Np. na początek maszyna o rejestracji EI-EOJ w barwach Air Poland, czyli Boeing 737-800. Co ciekawe, to pierwszy samolot tego przewoźnika, który uzyskał nowe malowanie firmowe (w lipcu br.). Air Poland to stosunkowo nowa firma, która powstała w 2007 roku, wywodząc się z Grupy Air Italy. Jej maszyny nie obsługują ogólnodostępnych połączeń – tylko charterowe, realizując połączenia do odległych portów egzotycznych oraz w rejony basenu Morza Śródziemnego. Tak podali na swojej stronie. Wspomniany Boeing został wyprodukowany w 2005 r. i ma dość bogatą historię. Zaczynał loty w brytyjskich liniach Flyglobespan, potem jako wynajem trafił do Bangladeszu, latając w barwach GMG Airlines i w 2008 powrócił do Wielkiej Brytanii. W listopadzie 2009 r. został sprzedany do norweskich Norwegian Air Shuttle, a od października 2010 lata jako EI-EOJ z Air Poland. Ciekawa historia, szczególnie ten kilkumiesięczny epizod z Bangladeszem. Samolot ten lata teraz w bardzo ciekawe i urlopowe miejsca. Np. we wrześniu br. był w hiszpańskich Las Palmas i Teneryfie, egipskiej Hurghadzie. Lądował także w miejscowości Antalya – Turcja.

 Boeing 737-800 o rejestracji EI-EOJ w barwach Air Poland

Następnie przyleciał Airbus A320-231 z Amsterdam Airlines. To PH-AAX, który w swój pierwszy lot wyleciał dość dawno temu: 13.05.1993, będąc własnością linii Dragonair z Hong-Kongu. W 1998 roku samolot zmienił właściciela, trafiając do Europy, do belgijskich linii Virgin Express (obecnie pod nazwą Brussels Airlines). Wynajęty miał krótkie epizody w irlandzkich liniach TransAer i ... algierskich Khalifa Airways. W marcu 2001 nastąpiła kolejna zmiana właściciela i Airbus trafił na Cypr, do przewoźnika o nazwie Eurocypria. W 2003 został sprzedany do Meksyku: linie Mexicana. Tam dotrwał do czerwca 2008 i stał się własnością holenderskiego Amsterdam Airlines, czarterowego przewoźnika, który działa właśnie od 2008 roku. Gdzie ostatnio lata ten ponad 18-letni (o zgrozo – już pełnoletni) samolot? We wrześniu obsługiwał takie relacje jak: Nador (Maroko) – Amsterdam, Antalya (Turcja) – Amsterdam, Kayseri (Turcja) – Amsterdam, Paryż – Rodos, Rodos – Tel Aviv, Rodos – Lyon (Francja), czy Rodos – Bordo. Jak widać grecka wyspa Rodos była dość częstym miejscem jego lądowań. O ile dobrze pamiętam, z Katowic też odleciał na Rodos.

 Airbus A320-231 z Amsterdam Airlines o rejestracji PH-AAX

To zdjęcie miało być ostatnim, bo zbliżała się godzina odlotu. Wszyscy ustawili się przy właściwym wyjściu i czekali, czekali i nic. Żadnej informacji na tablicy odlotów, żadnego komunikatu. W końcu okazało się, że odlot jest opóźniony o godzinę. Dlaczego – nie podano. Ciekawe było jednak to, że o tej samej porze odlatywał inny samolot LOT-u, czyli SP-LDA (Embraer 170) do Warszawy. On też był opóźniony. Stało się więc oczywiste, że to wina przewoźnika, tylko jaka?

Okazało się, że żadna. Piloci i załoga obu maszyn utknęła w hotelu. Powód – zamknięcie dróg wokół lotniska, bo jechali nimi kolarze. Super. Ciekawe, jak później rozwiązano problem przesiadek, bo niektóre osoby denerwowały się, że ucieknie im lot z Warszawy. Dla mnie ta dodatkowa godzina była okazją do wypicia dobrej kawy i zrobienia jeszcze kilku fotek. Pierwszy na zdjęcia załapał się gość z Niemiec, czyli D-ACPK  z linii Lufthansa CityLine. To Canadair Regional Jet 700, wyprodukowany w 2002 roku i od początku należący do tego przewoźnika. Samolot przyleciał z Frankfurtu jako lot LH 1360. Jego główne zadania to obsługa połączeń na terenie Niemiec i loty do Polski.

 Canadair Regional Jet 700 o rejestracji D-ACPK  z linii Lufthansa CityLine

Ostatni sfotografowany na pyrzowickim lotnisku samolot to własność tureckich linii Onur Air, czyli lot czarterowy z Antalyi. Wykonywał go Airbus A321-231 o rejestracji TC-OAK. W swój pierwszy lot wyruszył 28 stycznia 1999, należąc wówczas do niemieckiej linii Aero Lloyd, później zmienionej w FlyNiki. W 2004 roku maszyna już latała pod szyldem Onur Air, z małym epizodem w Saudi Arabian Airlines z Arabii Saudyjskiej.

 Airbus A321-231 o rejestracji TC-OAK tureckich linii Onur Air

W końcu z żoną wsiedliśmy do naszego SP-LLF, czyli Boeninga 737 z 1997 roku. Rozpoczął się tak długo oczekiwany lot do Thessalonik. Przyznam, że obfitował on w przepiękne widoki. Przebiliśmy się przez grubą warstwę chmur i w mocnym słońcu lecieliśmy nad nimi, niczym nad ośnieżonymi górami. To było niesamowite, rewelacyjne.

 Lot nad chmurami

Lot nad chmurami

Lot nad chmurami

I tak dotarliśmy do Grecji, a dokładniej do Macedonii i jej stolicy o nazwie Thessaloniki. Tu warto dodać, że nazwa Macedonia to dla Greków prawdziwa świętość. Są wszakże potomkami historycznych Macedończyków. Dlatego kiedy po rozpadzie byłej Jugosławii utworzono nowe państwo Macedonia w Grecji wręcz zawrzało. Ta nazwa jest oficjalnie zakazana. Na mapach wydanych w Grecji nigdzie nie znajdziecie państwa Macedonia. Nazwę tę zastąpiono słowem Skopje, bo Macedonia jest jedna – grecka.

Wracam jednak do lotu LO 6221, który z ponad godzinnym opóźnieniem wylądował na terenie Międzynarodowego Portu Lotniczego „Macedonia” w Thessalonikach. Niestety było już ciemno, więc nie mogłem niczego fotografować, a nawet dokładnie oglądać. Zresztą nawet nie było na to czasu. Przeszliśmy na stanowisko odbioru bagażu i grzecznie czekaliśmy przy taśmie z napisem Katowice (nazwa miasta wyświetlała się też po Grecku – ciekawie to wyglądało). Równolegle czekali pasażerowie lotu z Cypru. W końcu obie taśmy ruszyły, bagaże wyjechały i ... wszyscy stali, torby jeździły i nikt nie reagował. Dopiero po pewnym czasie ktoś zawołał, że bagaże z Polski są na taśmie z Cypru i odwrotnie. No i zaczęło się zamieszanie. Cały tłum zaczął się przemieszczać do sąsiednich taśm. Jeszcze większy chaos zapanował, gdy okazało się, że bagaże są całkowicie pomieszane i wyjeżdżają na różnych taśmach. Tak przywitał mnie International Airport „Makedonia” in Thessaloniki.

Powrót do Polski to popołudniowy lot LO 6222 Thessaloniki – Katowice. Tym razem greckie lotnisko zaskoczyło nas w inny sposób. Na całym świecie bagaż główny zostawia się na taśmie, przy której odbiera się karty pokładowe. Tam jest inaczej. Bagaż zważony i oklejony nie odjeżdża, tylko pasażer musi go zabrać, przejść kilkanaście metrów i osobiście ustawić na taśmie, którą wjedzie do skanera bezpieczeństwa. Wszystko pod czujnym okiem strażników. Na szczęście na tym kończy się tachanie ciężkich, powakacyjnych toreb i można przejść do kontroli bezpieczeństwa. Tę zapamiętam, bo mam metalowe elementy w butach. Na katowickim lotnisku obuwie trafiło na taśmę, przez skaner i wszystko było ok. W Thessalonikach wykrywacz metalu zapiszczał, więc standardowo chciałem zdjąć buty, ale strażnik nie pozwolił mi. Zaczęło się sprawdzanie kieszeni i ogólne obmacywanie. To już ewidentne przegięcie, bo cały czas tłumaczyłem, że to buty. Jakoś to jednak przeżyłem i trafiliśmy do hali odlotów. Z brudnych okien (ale niczym nie zaklejonych jak w Katowicach) rozciągał się widok na płytę postojową pas startowy (chyba nawet dwa pasy) i Morze Egejskie – super. Jeszcze w Polsce czytałem, że w Grecji większość lotnisk jest wojskowa, a w związku z tym nie wolno fotografować. Miałem więc pewne obawy, czy na pewno mogę wyjąć aparat. Po chwili jednak zabrałem się za robienie zdjęć, bo wiele osób stało przy szybach i dokumentowało pracę lotniska. Nie było to jednak łatwe, bo warunki oświetleniowe były złe (pod słońce i zapadający zmrok), szyby odbijały wnętrze hali, a liczne plamy i zabrudzenia na nich sprawiały mi problemy z ustawieniem ostrości. Coś tam jednak upolowałem.

Na początek Airbus A320-232 o rejestracji SX-DGB, własność greckich linii Aegean Airlines. To wreszcie jakaś nowa maszyna – pierwszy lot 15.12.2009 r. Samolot lata głównie po Grecji, np. w relacji Ateny – Thessaloniki, Korfu – Ateny, czy Rodos – Ateny. W wykazach lotów na wrzesień znajdziemy także relacje międzynarodowe, np. Ateny – Wiedeń, Heraklion – Moskwa, czy Rodos – Rzym z międzylądowaniem w Atenach.

 Airbus A320-232 o rejestracji SX-DGB, własność greckich linii Aegean Airlines

Druga maszyna to Airbus A319-132 nr 5B-DBP linii Cyprus Airways z Cypru. Samolot przyleciał z miasta Larnaka. To zresztą jego macierzyste lotnisko, z którego regularnie startuje do Thessalonik i Aten, a oprócz tego np. do (stan na wrzesień) Paryża, Frankfurtu, Bejrutu (Liban), czy Rzymu.

Airbus A319-132 nr 5B-DBP linii Cyprus Airways z Cypru

Ostatni sfotografowany w Thessalonikach samolot to ponad roczny SX-OBE z greckich linii Olympic Air, czyli Dash 8. Jeżeli dobrze pamiętam, to obsługiwał połączenie z Rodos. Model Dash 8 to dla mnie totalna egzotyka, dlatego postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej na temat jego producenta. I tu pojawiła się niespodzianka, bo wytwarza go koncern Bombardier. Firmę tę znam z produkcji pojazdów szynowych i przyznam, że nie wiedziałem o tej lotniczej części działalności. Dash 8 to regionalny samolot turbośmigłowy o pojemności 30-40 pasażerów. Nadal w produkcji – od 1983 roku. Przy okazji tego sprawdzania odkryłem, że opisywany wcześniej Canadair Regional Jet 700 to także produkt Bombardiera.

 SX-OBE z greckich linii Olympic Air, czyli Dash 8

Do Katowic wróciłem na pokładzie SP-LLL. Lot był wyjątkowo szybki – krótszy od planowego o 30 minut. W Polsce niestety było zimno (w porównaniu z Grecją wręcz lodowato) i padał deszcz. Brrr.

 

Grecja 2011

 
1 , 2