Blog Transportowy działa od 2009 roku. Jest poświęcony środkom transportu. Przeważają autobusy, ale nie brakuje także pojazdów szynowych, ciężarówek i trolejbusów. Jest tu także miejsce na wyjątkowe osobówki oraz teksty o samolotach i pływających środkach transportu. Autor w niniejszym blogu nie reprezentuje żadnej firmy i instytucji. Notki są wzbogacane informacjami prasowymi nadsyłanymi przez producentów. Jedyny poprawny adres bloga to www.blogtransportowy.blox.pl - w Internecie funkcjonuje podróbka bloga, która jest nikczemnym wykorzystaniem wypracowanej marki.
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Google+

Wpisy z tagiem: Irisbus

środa, 01 czerwca 2016
PolskiBus – Wiedeń

Ponad trzy lata temu (dokładnie 25 kwietnia 2013) PolskiBus.com uruchomił nową linię P12 w relacji Gdańsk – Rzeszów przez Toruń, Łódź, Katowice i Kraków. Pisałem o tym tutaj

Od 22 marca 2016 przewoźnik wprowadził na niej dość istotne zmiany. Na łącznie pięć realizowanych z Gdańska kursów, tylko trzy dojeżdżają do Rzeszowa, natomiast dwa po dotychczasowej trasie docierają do Krakowa i dalej przez czeskie Brno do Wiednia.

Zmiana bardzo korzystna, szczególnie np. dla mieszkańców Krakowa, którzy aby dotrzeć PolskimBusem do Wiednia musieli przesiadać się w Katowicach i tam korzystać z linii P5 z Warszawy. Relacja z przejazdu tą trasą dostępna pod tym linkiem

Zachęcony e-mailem informującym o otwarciu nowego kalendarza podróży, po znalezieniu atrakcyjnych cenowo biletów (łącznie 138 zł dla dwóch osób, tam i powrót) zdecydowałem się na wyjazd. Tym razem w dzień, w relacji z Krakowa. Termin to drugi majowy duży weekend (w czwartek Boże Ciało), ale nie jego początek, tylko drugi dzień (piątek), czyli wtedy, gdy przynajmniej teoretycznie zainteresowanie biletami powinno być mniejsze.

Linia P12 z Gdańska wyrusza o godzinach 5:45, 12:00, 14:45, 18:45 i 23:30. Po postojach w Toruniu, Łodzi, Częstochowie (tylko dwa kursy, z 5:45 i 14:45) i Katowicach, po 10 godzinach dociera do Krakowa odpowiednio na 15:50, 22:00, 0:50, 4:45 i 9:30. Na dalszym odcinku trasa ulega zmianie. Do Rzeszowa wyruszają kursy o 15:55, 0:55 i 9:40, a do Wiednia o 22:10 i 5:00. Mój wybór padł na godzinę 5:00.

Ten kurs linii P12 Gdańsk – Wiedeń na krakowski Małopolski Dworzec Autobusowy (MDA) rozkładowo dociera o 4:45, ale przyjechał wcześniej. Obsługiwał go Van Hool TDX27 #P134. Rocznik 2013. Miejsca znaleźliśmy na dolnym pokładzie. Na samym końcu, przy toalecie. Ponieważ na górze było strasznie duszno (chyba jakieś problemy z klimatyzacją), początkowo cieszyłem się, że tam usiedliśmy. Niestety dość szybko okazało się, że tak bliskie sąsiedztwo WC nie jest zbyt korzystne. Pomijam już fakt, że co chwilę ktoś obok nas przechodził lub stał. Najgorszy był zapach. Im bliżej Wiednia, tym niestety gorszy.

Z Krakowa trasa wiedeńskiej wersji linii P12 prowadzi przez autostradę A4, którą autobus dojeżdża do Katowic, czyli miasta, w którym miał niedawno postój. Drugiego zatrzymania  już nie przewidziano. Dla pasażerów wsiadających w stolicy Górnego Śląska to ponad dwugodzinna strata czasu. W sumie można stwierdzić, że do Krakowa jest realizowany wjazd kieszeniowy, po którym autobus wraca do Katowic i kontynuuje jazdę.

Z Katowic autostradą A4 dotarliśmy do węzła z trasą A1, którą następnie przemieszczaliśmy się w stronę granicy z Czechami. Tuż przed nią (około godziny 6:50) następuje najprawdopodobniej stały, przewidziany w rozkładzie (choć w nim nie podany) postój przy stacji paliw BP. Około 20 minut przerwy, a potem (już z pasażerami na pokładzie) Van Hool wjechał na stanowisko do opróżniania toalet. Kratka ściekowa, nad którą trzeba odpowiednio ustawić autobus i wlać do niej zawartość WC. Niestety ten manewr nie został wykonany poprawnie i kierowcy musieli kilka razy używać wypełnionych czystą wodą wiader.

 

Van Hool TDX27 Astromega, PolskiBus.com

Van Hool TDX27 Astromega, PolskiBus.com

Van Hool TDX27 Astromega #P134 na linii P12 w trakcie postoju na stacji paliw przed czeską granicą. Autobus właśnie został zatankowany. Okolicę spowiła gęsta mgła. 27.05.2016.

  

W Czechach trasa linii P12 prowadzi drogą nr 1 przez Ostrawę i dalej w stronę Olomouca. Do tego pięknego miasta (starówka wpisana na listę UNESCO) PolskiBus jednak nie wjeżdża, kontynuując jazdę w kierunku Brna, w którym zaplanowano pierwszy od Krakowa rozkładowy postój. Ústřední Autobusové Nádraží, czyli Centralny Dworzec Autobusowy to bardzo duży obiekt z ponad 40 stanowiskami, wybudowany w latach 1977 – 1985. Nie zrobił on jednak na mnie zbyt dobrego wrażenia. Taki zaniedbany relikt socjalizmu. Wspomniane kilkadziesiąt stanowisk jest w całości zadaszonych, a słabe oświetlenie pogłębia zły odbiór tego miejsca. Ponieważ przyjechaliśmy tam dość sporo przed czasem, nastąpił 30 minutowy postój (planowy odjazd o 9:45). Obok stanowiska nr 15, z którego korzysta linia P12 w obie strony, znajduje się dworcowa toaleta. Koszt to 7 koron, ale jeżeli nie mamy czeskiej waluty, to możemy zapłacić w euro. Dokładnie 30 centów.

Dłuższy postój na dworcu w Brnie był okazją do zrobienia kilku zdjęć korzystających z niego autobusów.

 

Setra S516 HD/2, Gumdrop bus, Eurolines

Setra S516 HD/2 z czeskiej firmy Gumdrop bus w ramach sieci Eurolines obsługuje linię Praga - Brno - Bratysława - Budapeszt. To rocznik 2016. Autobus właśnie wjechał na dworzec w Brnie i za chwilę podstawi się pod jedno z kilkudziesięciu stanowisk, których fragment zadaszenia widać w górnej części zdjęcia. 27.05.2016.

 

Irisbus Crossway, BORS Břeclav

Irisbus Crossway z firmy BORS Břeclav. Autobusów tego przewoźnika na dworcu w Brnie pojawia się dość sporo. To dawna firma ČSAD Břeclav. 27.05.2016.

 

Van Hool TDX27 Astromega, PolskiBus.com

Astromega #P134 trochę krzywo podstawiona przy stanowisku nr 15. Z tego miejsca odjeżdżają obie relacje linii P12. Niestety rejon za zadaszeniem jest mocno przepalony, ale to jedyne zdjęcie pojazdu PolskiegoBusa, które wykonałem na dworcu w Brnie. Warto zwrócić uwagę na dach - wielką plontaninę elementów metalowych. 27.05.2016.

 

W Brnie podróż z PolskimBusem zakończyło kilkanaście osób. Dalej trasa linii P12 przebiega drogą nr 52, którą dojeżdża się do Austrii. Tuż przed granicą warto spojrzeć w lewo. W miejscowości Mikulov zobaczymy piękny, barokowy zamek. Można tam także oglądać liczne winnice, w których wytwarzane jest dość znane wino Mikulov. Po chwili autobus wjeżdża do Austrii. Tam jednojezdniowa droga zmienia numer na 7. Jest to trasa całkowicie nieprzystosowana do obsługi ruchu tranzytowego. Szczególnie na terenie zabudowanym jezdnia staje się bardzo wąska, a liczne zakręty znacznie utrudniają jazdę większym pojazdom (nie ma ograniczeń masy, zatem ruch ciężarówek jest dość spory). Jest to bardzo odczuwalne np. w przygranicznej miejscowości Poysdorf. Na szczęście Austriacy już podjęli działania związane z poprawą tej sytuacji (także pod wpływem protestów mieszkańców) – w wielu miejscach trwa budowa drugiej jezdni. Z wąskiej i krętej drogi nr 7 na wysokości miejscowości Schrick wjeżdża się na autostradę A5. Dalsza jazda to już tylko trasy dwu lub więcej jezdniowe.

Jak w przypadku linii P5 z Warszawy, P12 w Wiedniu korzysta z dworca autobusowego ÖBB Postbus przy Südtiroler Platz. Planowy przyjazd o 11:45 (lub o 4:55 dla kursu nocnego). Okolica tego miejsca znacznie zmieniła się od naszego ostatniego pobytu w 2012 roku. Obok powstał główny dworzec kolejowy.

 

Neoplan Cityliner, Vienna Airport Lines, Postbus

Dworzec ÖBB Postbus przy Südtiroler Platz pełni także funkcję placu postojowego - małej zajezdni dla taboru Postbusa. Na zdjęciu Neoplan Cityliner tego przewoźnika. Stałym zadaniem pojazdu jest obsługa linii na lotnisko (Vienna Airport Lines). 27.05.2016.

 

Van Hool TDX27 Astromega, PolskiBus.com

Dworzec ÖBB Postbus przy Südtiroler Platz. Van Hool TDX27 Astromega #P138 przy stanowisku A5 oczekuje na kurs linii P12 z godziny 16:35. Za kilka minut podstawi się na stanowisko A7, gdzie już czeka na niego spora grupa pasażerów. 28.05.2016.

 

Linia P12 z Wiednia do Gdańska odjeżdża o 6:05 i 16:35. Z żoną wybraliśmy ten późniejszy kurs (sobota). Na dworzec ÖBB Postbus przy Südtiroler Platz trafiliśmy już ok. 16:15. Autobus stał już tam, ale jeszcze nie podstawiał się na stanowisko nr A7, przy którym czekała na niego spora grupa pasażerów. Po kilku minutach podszedł jeden z kierowców i rozdał oczekującym banderole na bagaże, aby (jak powiedział) przyspieszyć wsiadanie. Pojazd podstawił się około 16:20. Był to także Van Hool TDX27, ale tym razem #P138. Również rocznik 2013.

Dolny pokład autobusu ze względu na awarię klimatyzacji został wyłączony z eksploatacji. Na zewnątrz było blisko +30 stopni, więc przy braku otwieralnych okien i zapachu z WC mogłoby być tam dość ekstremalnie. Na szczęście wszyscy zmieścili się na górze. Nie działała także toaleta, dlatego kierowca jeszcze na dworcu zapowiedział, że będzie dużo dodatkowych postojów na stacjach paliw. Były to jednak tylko obietnice.

Z Wiednia wyjechaliśmy całkiem sprawnie, czyli bez utykania w korkach. Obawiałem się jednak, że mogą one nas dopaść na wąskim odcinku przed granicą z Czechami. Na szczęście jednak tak nie było. Austrię nasz autobus pożegnał bacznie obserwowany przez tamtejszego policjanta, który najprawdopodobniej wybrane samochody zatrzymywał do kontroli. Po drugiej stronie granicy policja także przyglądała się  jadącym pojazdom. Czerwony Van Hool wzbudził ich zainteresowanie. Zostaliśmy skierowani na teren dawnego przejścia granicznego, gdzie czeski funkcjonariusz (policjant, nie pogranicznik) sprawdził wszystkim dokumenty, dokładnie porównując zdjęcie w dokumencie z jego właścicielem. Całość trwała bardzo krótko i już po ok. 3 – 5 minutach jechaliśmy dalej.

Postój w Brnie początkowo miał trwać 5 minut, później wydłużył się do 10, aby ostatecznie zakończyć się po 20 minutach (rozkładowy odjazd o 18:40). Szkoda tylko, że o tym wcześniej nie poinformowano, bo np. można było kupić coś do jedzenia lub picia. Kolejny postój nastąpił już w Polsce, po godzinie 21, przy autostradzie A1. Jak w przeciwną stronę nieujęty w rozkładzie, ale raczej stały. Tam Astromega oczekiwała aż 30 minut. Dalej autostradą A4 przez Katowice (w których pasażerowie do Katowic niestety jeszcze nie mogli wysiąść) dotarliśmy do Krakowa. Punkt godzina 23:00. Dość sporo pasażerów wysiadło, ale dość liczna grupa też wsiadła, zmierzając do Katowic (na 0:50), Łodzi (4:15), Torunia (7:10) lub Gdańska (9:30). Niektóre osoby przemierzały całą trasę, z Wiednia do Gdańska. Musiało to być bardzo ekstremalne przeżycie - tyle czasu w ciasnym autobusie.

 

Blog Transportowy na Google +

niedziela, 06 grudnia 2015
Te linie oddał Mobilis

W Blogu Transportowym już kilka razy pisałem o nowym kontrakcie firmy Mobilis na obsługę wybranych linii komunikacji miejskiej w Krakowie (przykładowy link). Do tematu powracam, ale nie w kontekście tras przejętych od MPK Kraków, a oddanych temu przewoźnikowi. Dokładnie chodzi o dwie przyspieszone linie aglomeracyjne, czyli 301 (Dworzec Płaszów – Wieliczka – Niepołomice Dworzec) i 304 (Dworzec Główny Zachód – Wieliczka).

Od 1 sierpnia 2014 ich obsługę rozpoczął miejski przewoźnik, czyli MPK. Zamiast żółtych Irisbusów Citelis 12M lub sporadycznie MAZ-a 203, kursują na nich biało-granatowe Solarisy Urbino 12 z zajezdni Płaszów.

 

Solaris Urbino 12, MPK Kraków

Solaris Urbino 12 z zajezdni Płaszów (tu #PU966) to obecnie standardowa obsługa linii 304. Autobus właśnie rozpoczyna kolejny kurs do Wieliczki. Ulica Pawia, 2.11.2014.

 

Poniżej zdjęcia żółtego taboru firmy Mobilis obsługującego linie 301 i 304.

 

Irisbus Citelis 12M, Mobilis

Irisbus Citelis 12M do 31 lipca 2014 był podstawowym typem autobusu obsługującym linię 304. Jej pierwotna trasa przebiegała obok Wawelu i przez ul. Krakowską i Kalwaryjską. Na zdjęciu pojazd #MI956 dojeżdżający ul. Krakowską do mostu Piłsudskiego. 21.04.2012.

 

 Irisbus Citelis 12M, Mobilis

Także ul. Krakowska, ale już inny Irisbus. To #MI954. 21.04.2012.

 

Irisbus Citelis 12M, Mobilis

Przez most Piłsudskiego przejeżdża Irisbus #MI965. Kierunek Dworzec Główny Zachód (Galeria). 21.04.2012. 

 

Scania CN113CLL, MPK Kraków i Irisbus Citelis 12M, Mobilis - Niepołomice

Jako linia 301 autobusy firmy Mobilis kursowały do Niepołomic (od 28 grudnia 2010). Tu na przystanku „Niepołomice Rynek” Irisbus Citelis 12M #MI965, a obok realizująca przejazd specjalny Scania CN113CLL #PS047 z MPK Kraków. 26.04.2014.

 

Irisbus Citelis 12M, Mobilis

Powyższy #MI965 na przystanku „Teatr Bagatela” przy ul. Dunajewskiego. Linia 304, kierunek Wieliczka. 1.03.2014.

 

Irisbus Citelis 12M, Mobilis

Citelis #MI961 przejeżdża pod Wawelem. Kierunek Wieliczka. 17.04.2010.

 

Irisbus Citelis 12M, Mobilis

Irisbus #MI958 jako linia 304 w stronę Wieliczki jedzie objazdem. Autobus z al. Mickiewicza skręca w ul. Piłsudskiego, aby na ul. Straszewskiego wrócić na stałą trasę, zmierzając pod Wawel. Budynek po prawej to Muzeum Narodowe. 4.07.2010.

 

 Irisbus Citelis 12M, Mobilis

Niektóre Irisbusy posiadały reklamy. Były to jednak dość sporadyczne przypadki. Autobus #MI961 w kierunku Wieliczki dojeżdża do mostu Dębnickiego. To obecnie obowiązująca trasa linii 304. Pierwotna jej wersja (przedstawiona także na powyższych zdjęciach) wiodła pod Wawelem i przez most Piłsudskiego. 11.05.2013.

 

Irisbus Citelis 12M, Mobilis

Ulica Kurniki. Irisbus Citelis 12M #MI953 właśnie rozpoczyna kolejny kurs do Wieliczki. Obok nietypowy gość w tym miejscu, czyli zabytkowy Jelcz 021 z MPK Kraków, przejazd specjalny na linii 105. 2.09.2012.

 

Irisbus Citelis 12M, Mobilis

Citelis #MI957 jako linia 301 na przystanku „Niepołomice Rynek”. Za około dwie minuty dojedzie do pobliskiej pętli Niepołomice Dworzec. 20.01.2011.

 

Irisbus Citelis 12M, Mobilis

Irisbus #MI962 na linii 301 odjeżdża z przystanku „Niepołomice Rynek”. Kierunek Dworzec Płaszów. 4.10.2011.

 

 MAZ 203, Mobilis

Na liniach 301 i 304 oprócz Irisbusów Citelis 12M pojawiały się także dwa MAZ-y 203 wypożyczone przez Mobilisa od firmy Warbus. Tu egzemplarz #MM989 z 2008 roku na ul. Basztowej. 10.05.2014. Autobus obecnie obsługuje komunikację miejska w Gdańsku, miał też swój epizod w Elblągu.

 

 MAZ 203, Mobilis

MAZ 203, Mobilis

Drugi z MAZ-ów 203, czyli #MM988. Także rocznik 2008, który z Krakowa trafił do Ełku. Przystanek końcowo-początkowy Dworzec Główny Zachód przy ul. Kurniki. 20.04.2013.

 

 Solaris Urbino 18, Mobilis

Solaris Urbino 18, Mobilis

W okresie 1 listopada na linii 304 pojawiał się tabor klasy mega. W tym przypadku Solaris Urbino 18 #MR907. Przystanek końcowo-początkowy Dworzec Główny Zachód na ul. Kurniki. 1.11.2012. Autobus po zakończeniu obsługi krakowskich linii trafił do firmy Transkom z miejscowości Koziegłowy koło Poznania.

 

Solbus SM12, Mobilis 

Solbus SM12, Mobilis

W roku 2011 w taborze Mobilisu pojawiły się dwa Solbusy SM12. Wypożyczone z firmy Warbus pełniły funkcję autobusów rezerwowych, często pojawiając się np. na linii 301. Tu autobus #MS988 na przystanku „Niepołomice Rynek”. Rocznik 2008, obecnie kursujący po Gdańsku. Za szybą tablica o treści „Autobus rezerwowy”. 8.02.2011.

 

Pod koniec obsługi linii nr 301 i 304 przez firmę Mobilis nakręciłem dwa krótkie filmy na przystanku „Niepołomice Rynek” (na trasie 301). Poniżej całość zmontowana w jeden materiał. Jego pierwsza część to podstawowa obsługa tej linii, czyli Irisbus Citelis 12M, w tym przypadku #MI957 (31 lipca 2014). Druga to jeden z dwóch MAZ-ów 203, #MM989 (30 lipca 2014):

 

 

Do tematu firmy Mobilis na liniach 301 i 304 jeszcze powrócę.

 

Blog Transportowy na Facebooku

niedziela, 17 maja 2015
Eurolines – do Budapesztu

Kolejny duży majowy weekend już za nami. Rok 2015 nie przyniósł jednak zbyt wiele wolnego, bo raptem tylko jeden dodatkowy dzień (1 maja w piątek). Jednak zgodnie z tradycją z żoną zaplanowaliśmy dalszy wyjazd. W Blogu Transportowym opisywałem już przejazdy do Wiednia (link), Lwowa (link) i Berlina (link). Teraz zapraszam do Budapesztu. W tym przypadku postanowiliśmy skorzystać z oferty Eurobus-Eurolines. Co oznacza ta nazwa? Pozwolę sobie zacytować informację zamieszczoną w Internecie, na stronie Eurobus-Eurolines:

„Firma Eurobus–Eurolines Polska Sp. z o.o. została utworzona przez dwie wiodące platformy prowadzące sprzedaż biletów międzynarodowej komunikacji autokarowej: Eurobus Sp. z o.o. i Eurolines Polska Sp. z o.o. oraz firmy przewozowe: Biacomex SA, Eurotrans Sp. z o.o., Jordan Group, Orland Sp. z o.o., Sokół Sp. z o.o. i Trans Service Sp. z o.o. Eurobus-Eurolines Polska to firma marketingowo-handlowa oferująca autokarowe połączenia w ramach 74 licencjonowanych linii, za pośrednictwem których możliwy jest przejazd do ponad 530 miast w Europie, z prawie 240 miejscowości rozlokowanych w całej Polsce. Oferta dostępna jest w sieci ponad 1000 biur podróży na terenie całego kraju. Sprzedawana jest poprzez system euroTICKET i Billy oraz na wybranych serwisach internetowych”.

Trasa Kraków – Budapeszt oznaczona została symbolem E-707. Odjazd naszego autobusu wyznaczono na godzinę 6:30 z górnej płyty dworca MDA w Krakowie. Był to pojazd należący do Jordan Group, o czym informował duży logotyp. Mogło to jednak trochę mylić pasażerów oczekujących na charakterystyczny biały autobus Eurolines. Tu jednak warto zaznaczyć, że na bilecie znajdowała się wyraźna informacja, że sprzedawcą jest Jordan Group (bilety kupione za pośrednictwem portalu BiletyAutokarowe.pl, artykuł o tym portalu).

Autobus ten to MAN Lion’s Coach o rejestracji KR 511TS, rocznik 2012. Frekwencja 100%, ale na szczęście udało się nam zająć bardzo dobre miejsca – pierwszy rząd po lewej. Dzięki temu w trakcie jazdy mogłem fotograficznie dokumentować ciekawą trasę przejazdu, której długość wynosiła 400 km.

 

Eurobus-Eurolines, rozkład jazdy linii E-707

Screen rozkładu jazdy linii E-707, Wrocław – Katowice – Kraków – Budapeszt.

 

Na krakowskim dworcu MDA dwóch kierowców podzieliło między siebie obowiązki. Jeden pakował i oklejał bagaże, a drugi wpuszczał pasażerów do autobusu, jednocześnie sprawdzając bilety, odrywając ich poszczególne elementy i porównując dane z posiadaną przez siebie listą. Te „czynności biletowe” trwały niestety bardzo długo i minimalnie opóźniły nasz odjazd z Krakowa. MAN wiózł nas międzynarodową trasą E77, która swój początek ma w Rosji i przebiegając przez terytoria Estonii, Łotwy, Litwy, Polski i Słowacji kończy się na Węgrzech, w Budapeszcie. Pokonany przez nas polski odcinek to droga krajowa nr 7, czyli popularna „zakopianka”, z której zjechaliśmy w Rabce, kierując się w stronę przejścia granicznego w miejscowości Chyżne. Widoki na tym odcinku były przepiękne – niesamowite górskie krajobrazy, a prawdziwą „wisienką na torcie” okazały się ośnieżone Tatry.

Około godziny 8:00 Lion’s Coach wjechał do przygranicznej miejscowości Jabłonka. Na małym parkingu wyznaczono rozkładowy postój. Zatrzymaliśmy się tam jednak tylko dla dopełnienia formalności (frekwencja 100%, a na trasie nie ma możliwości kupowania biletów). Właściwy postój odbył się kilka kilometrów dalej, na zlokalizowanej przy granicy ze Słowacją stacji paliw.

 

MAN Lion’s Coach, Jordan Group, Eurobus-Eurolines

MAN Lion’s Coach, Jordan Group, Eurobus-Eurolines

MAN Lion’s Coach #KR 511TS z Jordan Group. Chyżne, przygraniczna stacja paliw. 1.05.2015.

 

Po ok. 15 – 20 minutach ruszyliśmy w dalszą podróż. Niestety już po chwili została ona przerwana. Na samej granicy zatrzymał nas pracownik straży granicznej. Przeszedł przez cały autobus i sprawdzał dokumenty wszystkich pasażerów. Potem wyszedł z kilkoma dowodami osobistymi i paszportami. Minęło ok. 10 minut i wrócił, prosząc jednego z pasażerów (paszport ukraiński). Potem do radiowozu zabrał kolejną osobę. Czas leciał, więc kontrola stawała się bardzo denerwująca. W końcu jeden z kierowców spytał pogranicznika, ile jeszcze czasu, ten zaś odpowiedział: „Rozumiem panów, ale proszę też mnie zrozumieć”. To „rozumienie” trwało łącznie lekko ponad pół godziny. Dla nas oznaczało to ponad pół godziny zwiedzania Budapesztu mniej.

Straconego na oficjalnie nieistniejącej granicy czasu niestety nie udało się nadrobić. Słowacki odcinek E77 wiedzie krętymi, górskimi drogami, które przebiegają przez centra licznych miejscowości. W dodatku wszyscy restrykcyjnie przestrzegają obowiązujących ograniczeń prędkości. Powolną jazdę (często po złej nawierzchni) doskonale rekompensowały widoki. Coś wspaniałego. Atrakcją były nie tylko górskie krajobrazy, ale także ciekawa zabudowa i oczywiście mijane przeróżne pojazdy, w tym dość sporo kultowych maszyn produkcji czechosłowackiej. Kilka zdjęć udało mi się wykonać i niedługo przedstawię je w dziale Ciężarówki. Dość szokujący był przejazd przez słowacki Zwoleń (Zvolen), w którym mijaliśmy tereny zamieszkane przez tamtejszych Romów. Zniszczone budynki, pełno śmieci, a w tym wszystkim dość spora grupa dzieci. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Tuż przed granicą słowacko-węgierską mijaliśmy podwórko, na którym stało kilka wraków „ogórków” i jeden pięknie odrestaurowany. Były to oczywiście Škody, a nie Jelcze.

 

Droga E77, Słowacja

Droga E77 na Słowacji. Odcinek przy granicy z Polską. W dali ośnieżone szczyty.

 

Droga E77, Słowacja

Inny fragment słowackiego odcinka E77 w rejonie polskiej granicy. Tu na krótkim odcinku ruch odbywa się po dwóch oddalonych od siebie jezdniach. To dojazd do miejscowości Twardoszyn (Tvrdošín).

 

Droga E77, Słowacja, miejscowość Podbiel, Irisbus Crossway 10,6 z firmy SAD LIORBUS 

Droga E77, Słowacja, miejscowość Podbiel, Irisbus Crossway 10,6 z firmy SAD LIORBUS

Kolejna miejscowość - Podbiel. Dalej przez dość spory odcinek jechaliśmy za liniowym autobusem Irisbus Crossway 10,6 z firmy SAD LIORBUS oddział Trstená. Placówka ta posiada łącznie 33 autobusy, oprócz Irisbusów także Karosy i SOR-y. Rejestracja prezentowanego pojazdu to RK 296BO.

 

 Droga E77, Słowacja, miejscowość Podbiel, Irisbus Crossway 10,6 z firmy SAD LIORBUS

Nadal Podbiel. Irisbus przejeżdża obok charakterystycznej drewnianej zabudowy.

 

Droga E77, Słowacja, Irisbus Crossway 10,6 z firmy SAD LIORBUS

Ciekawa stożkowa góra przed miejscowością Krivá. Po prawej stronie drogi wije się niewidoczna na zdjęciu rzeka Orava.

 

 Droga E77, Słowacja, Irisbus Crossway 10,6 z firmy SAD LIORBUS

Droga E77, Słowacja, Irisbus Crossway 10,6 z firmy SAD LIORBUS

Obok stożkowej góry, a na drugim zdjęciu już na terenie miejscowości Krivá.

 

 Droga E77, Słowacja

Zakrętów na słowackim odcinku E77 nie brakuje. W tle ruiny zamku. Niestety nie potrafię określić, jaka to miejscowość.

 

Drugi nierozkładowy, a bardzo potrzebny postój odbył się przed granicą z Węgrami. Na stacji paliw. Toalety na szczęście nie były płatne, ale problemem okazała się niewystarczająca ilość kabin w części damskiej. Niektóre panie spędziły całą przerwę w kolejce. Inne, bardziej zaradne korzystały z męskiej, wysyłając mężów do pilnowania drzwi. W trakcie postoju główną drogą obok stacji przejechała kolumna zabytków. Polskich zabytków. Piękne Warszawy i Syrenki jechały od węgierskiej granicy. Jak później ustaliłem, był to VIII Europejski Rajd Syren i Warszaw Nekla-Wiedeń-Budapeszt, który odbywał się w dniach 24.04 – 3.05.2015. Szkoda, że wcześniej ich nie dostrzegłem – byłby piękny materiał do działu Osobówki.

 

Droga E77, granica słowacko-węgierska   Droga E77, granica słowacko-węgierska

Tablice informacyjne na granicy słowacko-węgierskiej.

 

Droga E77, Węgry, Kravtex Credo EC11, Volánbusz Budapest

Po przekroczeniu granicy mijaliśmy się z różnymi lokalnymi autobusowymi wytworami. Tu np. węgierski Kravtex Credo EC11 z firmy Volánbusz Budapest (rejestracja JJR-848). Widać wyraźne podobieństwo do czeskiego SOR-a, którego dokumentację techniczną firma Kravtex kupiła w 1999 roku i rozpoczęła produkcję własnych autobusów. Wcześniej specjalizowała się w remontach kapitalnych Ikarusów. W trakcie jazdy minął nas także inny węgierski autobus. Niestety zbyt późno uruchomiłem aparat i nie zdążyłem skorzystać z zoomu, więc większość obrazu przesłania odbijający się w szybie kierowca. Ten pojazd to Alfabusz Localo na podwoziu Volvo B7RLE, rocznik 2005. Tu link do nieudanego zdjęcia.

 

Kolejny, tym razem rozkładowy postój odbył się w węgierskiej miejscowości Rétság. Zjechaliśmy na tamtejszy dworzec autobusowy (pusty, a tak liczyłem na jakieś Ikarusy), wysadzając jedną osobę. Około 14:00 (planowo 13:30) zakończyliśmy podróż. Koniec trasy to dworzec autobusowy Népliget w Budapeszcie.

 

Węgry, Rétság. Rejon dworca autobusowego.

Boczna droga, z której skręca się na dworzec autobusowy w Rétság.

 

Do Krakowa wracaliśmy w niedzielę 3 maja. Kurs linii E-707 na godzinę 22:00, wersja wydłużona do Wrocławia przez Katowice. Po przyjeździe na dworzec Népliget pojawił się mały problem ze znalezieniem właściwego stanowiska. Elektroniczna tablica zawierała już nawet odjazdy po godzinie 22:00, a naszego kursu nie uwzględniała. Zaczęliśmy więc spacerować od stanowiska do stanowiska (ciężka torba, więc nie było to zbyt przyjemne). W końcu minął nas Irizar i6 pomalowany w barwy Eurolines. To był ten pojazd, ale niestety podstawił się po drugiej stronie budynku. Kiedy już do niego dotarliśmy, na stanowisku wyświetlała się informacja, że to kurs do Wrocławia. Przypuszczalnie więc system podaje dane dopiero po podstawieniu się danego pojazdu. Później autobus nawet zapowiadano, po węgiersku i angielsku.

Początkowo byłem bardzo zadowolony z mającego nas wieźć pojazdu. Irizar i6 wyglądał na nową maszynę i zakładałem, że przejażdżka nim będzie bardzo przyjemna. Niestety tak nie było, ale o tym później. Zacznę od właściciela autobusu. Nie był nim Volánbusz Budapeszt (zaprezentowany powyżej rozkład jazdy wskazywał na tego przewoźnika), a Balaton Volán z miejscowości Veszprém, która jest oddalona od Budapesztu o ponad 100 kilometrów. Na dworcu Népliget stało  kilka pojazdów tej firmy – autobusy lokalne. Najprawdopodobniej Volánbusz wynajmował go, bo na ścianie przedniej umieszczono logotyp firmy z Budapesztu. 

Mimo, że nasz Irizar podstawił się już około godziny 21:30, kierowcy wrócili do niego dopiero po 15 – 20 minutach. Oboje zabrali się za pakowanie bagaży, a dopiero później jeden z nich rozpoczął wpuszczanie pasażerów. Szło mu to bardzo sprawnie. Dodatkowo oprócz biletu musieliśmy okazać dowód osobisty.

 

Irizar i6, Balaton Volán, Eurolines

Irizar i6, Balaton Volán, Eurolines

Irizar i6 z firmy Balaton Volán podstawiony na budapeszteńskim dworcu Népliget. Przy przednich drzwiach umieszczono dane właściciela autokaru (link). Pod przednią szybą logotyp Volánbusz Budapeszt.

 

Tym razem siedzieliśmy w części środkowej autobusu. Niestety w porównaniu z wiozącym nas w przeciwną stronę MAN-em, wnętrze Irizara okazało się bardzo niewygodne. Pierwszy minus to bardzo wąskie siedzenia z dziwnie wyprofilowaną górną częścią. Drugi to bardzo mała przestrzeń pomiędzy rzędami siedzeń. Mam wrażenie, że jeszcze mniejsza niż w PolskimBusie. Nocna jazda takim pojazdem była swoistą „masakrą”. Kiedy tylko się zdrzemnąłem, od razu zaczynał boleć kark, bo źle wyprofilowane siedzenia nie pozwalały na żadne wygibasy – jedyna opcja to siedzieć prosto. Fatalnie. Dodatkowe atrakcje zaczęły się zaraz po odjeździe. We wnętrzu pojazdu zrobiło się bardzo gorąco. Okazało się, że nie działa klimatyzacja. Dokładniej nie funkcjonowały nawiewy nad pasażerami, od środkowej części autobusu do jego końca. Mimo kilku próśb, kierowcy nie reagowali. Było to związane najprawdopodobniej nie z ich ignorancją, a z brakiem znajomości języka angielskiego. Znali jedynie kilka wyuczonych formułek. Dopiero za którymś razem jeden z pasażerów przyprowadził drugiego kierowcę do części tylnej i ten mógł osobiście sprawdzić, jaka tam panuje sauna. Niestety usterki nie udało się usunąć. Nawet zatrzymaliśmy się po drodze i kierowca zgasił silnik resetując wszystkie ustawienia. Nie pomogło. Z żoną siedzieliśmy w części środkowej, więc problem sauny aż tak bardzo nas nie dotyczył. Było jednak bardzo gorąco, czego dowodem okazała się przewożona w plecaku czekolada. Pięknie stopiła się. W tym przypadku należało się cieszyć, że jechaliśmy w nocy. Irizar do Budapesztu wracał w piękny, słoneczny dzień, a nie wierzę, aby udało się usterkę usunąć.

Na Krakowski dworzec MDA dotarliśmy około godziny 4:40. Panował wówczas na nim dość spory ruch. W trakcie przejazdu nie realizowaliśmy planowych postojów w Rétságu i Jabłonce. Były natomiast dwa około 15 minutowe zatrzymania na stacjach paliw. Pierwszy na Słowacji (bezpłatna toaleta), drugi najprawdopodobniej też (zmęczenie zrobiło swoje – nie wysiadałem).

Przejazd autobusami linii Eurobus-Eurolines nie należał do najdroższych. Jeden bilet w obie strony kosztował tylko 170 zł i był o około 100 zł tańszy niż u innych przewoźników. Kręta, górska trasa przez Słowację jest piękna widokowo, więc zdecydowanie lepiej jest ją pokonywać w dzień, niż w nocy. Zwłaszcza, że liczne zakręty nie ułatwiają zasypiania, a niestety siedzenia nie zawsze będą takie, jakie chcielibyśmy mieć. Przyznam, że do powrotu z Budapesztu uważałem Irizary za bardzo wygodne autobusy. Ten egzemplarz niestety do nich nie należał. Kilka lat temu podróżowałem po Egipcie starszym przedstawicielem tej marki (także nocą) i był naprawdę bardzo wygodny. 

 

 Kalendarz imprez komunikacyjnych

Blog Transportowy na Facebooku

piątek, 07 marca 2014
Trollino dla Hiszpanii i system Optiboard

W Hiszpanii tylko jedno miasto eksploatuje trolejbusy. To liczące około 170 tysięcy mieszkańców Castellón de la Plana.  Zasilane z sieci „autobusy” obsługują tam tylko jedną i w dodatku bardzo krótka trasę. Uruchomiono ją w 2008 roku. Później miały być kolejne linie, ale brak funduszy odłożył te inwestycje w czasie. Pieniądze jednak się znalazły, bo jeszcze w roku 2013 ogłoszono przetarg na zakup nowego taboru. Wygrał go Solaris. Pod koniec lutego 2014 polski producent poinformował, że sprzeda do Castellón de la Plana sześć Solarisów Trollino 12 w nowatorskiej wersji MetroStyle. Wyposażenie elektryczne dostarczy Škoda Electric z Czech. Trolejbusy będą miały dodatkowo zamontowane baterie umożliwiające pokonywanie odcinków bez zasilania sieciowego. Będą one ładowane w trakcie jazdy lub po zjechaniu do zajezdni, przy pomocy specjalnych ładowarek. Trollino 12 MetroStyle przeznaczone dla Hiszpanii będą miały także dodatkowe i dość nietypowe wyposażenie. To system Optiboard firmy Siemens, który  naprowadza jadący pojazd na właściwą trasę.

 

Solaris Trollino 18 MetroStyle, Salzburg

Przykładowy Solaris Trollino MetroStyle. Tu w wersji przegubowej dla Salzburga. Do tej pory MetroStyle nie zostało kupione w wersji solowej. Egzemplarze dla Castellón de la Plana będą więc pierwszymi.

 

Pierwszą linię trolejbusową w Castellón de la Plana otwarto w 2008 roku. Otrzymała ona nr 1. Ma tylko 2,3 km długości i jedynie 5 przystanków pośrednich. Łączy uniwersytet z końcówką przy parku Ribalta.  W dzień roboczy linia kursuje nawet co 5 minut. Wówczas do jej obsługi potrzeba trzech pojazdów. Tabor Via Reservada (tak nazywa się przewoźnik eksploatujący trolejbusy w Castellón de la Plana) to wyłącznie Irisbusy Civis, wszystkie z roku 2008. Łącznie trzy egzemplarze, które oznaczono jako 146 – 148. Zatem w szczycie 100% trolejbusów jest w ruchu, a w przypadku awarii jednego z nich wykorzystywany musi być autobus.

Na Google Street View zobaczymy jednego z Civisów jadącego w stronę pętli Uniwersytet. Na uwagę zasługuje jezdnia, po której trolejbus przemieszcza się i duża kamera zamontowana nad przednią szybą. To elementy systemy Optiboard. Namalowane na jezdni białe prostokąty to trasa, po której ma przemieszczać się pojazd. Kamera określa ich lokalizację i przekazuje informacje do układu kierowniczego, który naprowadza trolejbus na właściwą trasę. Można powiedzieć, że jedzie on po szynach, dlatego też mieszkańcy często to rozwiązanie nazywają tramwajem:

 

Irisbus Civis, Castellón de la Plana

Irisbus Civis, Castellón de la Plana

 Irisbus Civis, Castellón de la Plana   Irisbus Civis, Castellón de la Plana

 

Optiboard nie jest jednak wykorzystywany na całej trasie. Końcówka przy parku Ribalta wymaga użycia kierownicy. To zwykłe skrzyżowanie, na którym nie ma już namalowanych prostokątów naprowadzających. W dodatku nie ma tam też sieci trolejbusowej, więc Civisy muszą opuszczać odbieraki prądu i zawracać korzystając z silnika spalinowego.

 

Koniec i początek trasy przy parku Ribalta. Castellón de la Plana.

Koniec i początek trasy przy parku Ribalta. Tu odbieraki prądu należy opuścić i przejść na ręczne sterowanie. Po zawróceniu podłączenie do sieci ułatwią specjalne daszki. Fot. Google Street View. Lipiec 2012.

 

Irisbus Civis, Castellón de la Plana   Irisbus Civis, Castellón de la Plana

Irisbus Civis za chwilę opuści odbieraki prądu i korzystając z agregatu zawróci na skrzyżowaniu przy parku Ribalta. Fot. Google Street View. Lipiec 2012.

 

 Irisbus Civis, Castellón de la Plana

 Irisbus Civis, Castellón de la Plana   Irisbus Civis, Castellón de la Plana

 Irisbus Civis, Castellón de la Plana

Irisbus Civis #147 zawraca na skrzyżowaniu korzystając z agregatu. Źródło: YouTube.

 

Irisbus Civis, Castellón de la Plana   Irisbus Civis, Castellón de la Plana

Daszki ułatwiają podpięcie odbieraków do sieci. Źródło: YouTube.

 

Irisbus Civis, Castellón de la Plana

Irisbus Civis w rejonie pętli Uniwersytet. Źródło: YouTube.

 

Tak Irisbusy Civis prezentują się w ruchu:

 

 

Zamów newsletter

 Blog Transportowy na Facebooku

piątek, 15 listopada 2013
Loga Arrivy już na autobusach

W czerwcu pisałem o przejęciu spółki Veolia Transport Central Europe przez Arrivę. Ślady tego wydarzenia już od dłuższego czasu są widoczne na autobusach Veolii - pojazdy dodatkowo ozdobiono małymi logami Arrivy. Przypuszczalnie najnowsze nabytki (lub remontowane, odmalowywane egzemplarze) będą już całe w nowym oznakowaniu. Poniżej kilka zdjęć autobusów Veolii, dokładnie oddziału z Kędzierzyna-Koźla.

 

Arriva, zajezdnia w Kędzierzynie-Koźlu, DAB, Autosan, Jelcz

Autobusy na terenie zajezdni w Kędzierzynie-Koźlu. Poniżej zbliżenia na poszczególne pojazdy. Wszystkie mają naklejone loga Arrivy. 28.09.2013.

 

DAB 1200B, Arriva Kędzierzyn-Koźle

 DAB 1200B. Zdjęty zderzak utrudnia identyfikację pojazdu. Naklejki na szybie i rozmieszczenie napisu DAB świadczą, że to OPR 21GS, czyli dawny OK 09540. Autobus trafił do Kędzierzyna jeszcze, gdy tamtejszy PKS był samodzielną firmą. Na tablicy kierunkowej napis Århus, czyli nazwa drugiego co do wielkości duńskiego miasta, w którym pierwotnie autobus ten garażował. Od 1 stycznia 2011 nie obowiązuje widoczna na pojeździe pisownia nazwy miejscowości - teraz jedyna poprawna forma to Aarhus.

 

Jelcz 120M, Arriva Kędzierzyn-Koźle

 Jelcz 120M o rejestracji OK 21611. To rocznik 2001 o przeszłości związanej z Warszawą. W latach 2001 - 2004 obsługiwał komunikację miejską w stolicy. Był wówczas oznaczony jako A201. Kiedy w Warszawie zabrakło pracy dla Jelczy 120M, Connex część z nich sprzedał (np. do Radomia, Raciborza), a pozostałe egzemplarze przeniósł do innych oddziałów - pięć trafiło do Kędzierzyna. Pod lewą wycieraczką wyraźny ślad dawnego, stołecznego oznaczenia: A201.

 

Autosan H10-11, Arriva Kędzierzyn-Koźle

 Autosan H10-11.21 o rejestracji OK 13075. To rocznik 2000, który swój autobusowy żywot także rozpoczął w stolicy. Jako własność firmy Rapid-Bus (przekształconej później w Connex Warszawa) kursował na trasie Warszawa - Pruszków. Kilka razy miałem okazję jechać tym autobusem i spisałem wówczas jego kędzierzyński numer taborowy (umieszczony tylko wewnątrz): H20005. Drzwi o układzie 1-2-0. Pojazd trafił do Kędzierzyna bezpośrednio po przejęciu tamtejszego PKS-u przez Connex. Za jakiś czas dodam do bloga jego zdjęcie z tamtego okresu.

 

MAN SL222, Arriva Kędzierzyn-Koźle

 MAN SL222 o rejestracji OK 55862. Rocznik 1997. Początkowo autobus był eksploatowany w Czechach, jako własność ČSAD Ostrava. Później stał się własnością Veolii Transport Morava, a w roku 2011 został przekazany do oddziału Veolii w Kędzierzynie-Koźlu. Po lewej fragment prudnickiego Irisbusa Axera o rejestracji OPR 53ET.

 

 Autosan A1010T, Arriva Kędzierzyn-Koźle

 Autosan A1010T, Arriva Kędzierzyn-Koźle

Efekt niedawnych roszad taborowych, czyli Autosan A1010T o rejestracji OK 66292. Do Kędzierzyna oddelegowano go z oddziału w Łańcucie (miał tam rejestrację RLA U854). Autobus stoi przy drodze nr 425 w miejscowości Solarnia. To od lat stałe miejsce nocowania pojazdu Veolii. Tuż obok, na prywatnym podwórku zawsze parkuje drugi autobus.

 

Blog Transportowy na Facebooku

 Blog Transportowy na Twitterze

sobota, 27 lipca 2013
Mobilis zostaje w Krakowie

Znane są już wyniki przetargu na obsługę kilkunastu linii komunikacji miejskiej w Krakowie. Wybrano najtańszą ofertę, jednocześnie spełniającą wszystkie wymagania. Jak na swojej stronie podaje Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie, wygrał oferent nr 2, czyli Mobilis Sp. z o.o. z Izabelina.

Firma ta obecnie obsługuje cztery krakowskie linie autobusowe: 152, 178, 301 i 304 oraz sezonową 352 (wydłużona wersja 152). Zgodnie z założeniami przetargu, w okresie od 1 sierpnia 2014 do 31 lipca 2024 roku pojazdy zwycięzcy będą obsługiwać znacznie większą ilość tras niż dotychczas. Będą to linie: 102 (Krowodrza Górka – Zakamycze), 120 (Krowodrza Górka – Bronowice Małe), 138 (Kombinat – Azory), 142 (Osiedle Na Stoku – Czyżyny Dworzec), 152 (Aleja Przyjaźni – Olszanica), 159 (Osiedle Piastów – Cichy Kącik), 168 (Krowodrza Górka – Radzikowskiego Osiedle), 178 (Mistrzejowice – Pod Fortem), 182 (Osiedle Na Stoku – Dworzec Główny Wschód), 352 (Aleja Przyjaźni – Kryspinów, linia aglomeracyjna przyspieszona, sezonowa, kursująca tylko w dni słoneczne), 482 (Dworzec Główny Wschód – Mistrzejowice) i 502 (Plac Centralny – Cracovia Stadion, linia przyspieszona).

Nigdzie nie natrafiłem na informacje dotyczące tras aglomeracyjnych 301 (Dworzec Płaszów – Niepołomice Dworzec, przez Wieliczkę) i 304 (Dworzec Główny Zachód – Wieliczka). Czyżby więc od sierpnia 2014 roku miały się na nich pojawić autobusy MPK?

 

Irisbus Citelis 12M, Mobilis Kraków 

Należący do firmy Mobilis Irisbus Citelis 12M #MI964 jako linia 304. Ze względu na prace torowe w rejonie przystanków „Teatr Bagatela”, autobus jedzie zmienioną trasą przez ul. Piłsudskiego. Obecnie tędy przebiega stała trasa tej linii. 8.05.2010. Teraz obsługujące komunikację miejską w Krakowie autobusy firmy Mobilis są żółte. Od 1 sierpnia 2014 nie będzie juz takiej możliwości. W warunkach przetargu określono, jak nowy tabor ma być malowany – obowiązkowe są barwy miejskie, a nie dowolne wariacje kolorystyczne.

 

Zamów newsletter

18:47, lukaszwoblog , autobusy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 maja 2012
Port w Pireusie

Będąc w Grecji nie sposób nie odwiedzić Aten. Wprawdzie z Paralii (w której wypoczywałem) to blisko 450 km, czyli około 5 godzin jazdy, ale dla zobaczenia tak wielu znanych na całym świecie miejsc greckiej stolicy można się przemęczyć. Jazda faktycznie okazała się wyjątkowo męcząca, ale zdecydowanie było warto. Pierwszym punktem programu tej zorganizowanej wycieczki był przejazd do graniczącej z Atenami miejscowości Pireus. Miasto to liczy ponad 175 tysięcy mieszkańców i słynie ze swojego portu. Największego w Grecji i jednego z największych w basenie Morza Śródziemnego. Cumują tam zarówno statki towarowe, jak i pasażerskie. To właśnie do części pasażerskiej trafiłem. 

Niestety nie mogłem zbyt dokładnie zająć się podziwianiem tego ciekawego miejsca. Postój był bardzo krótki (około 30 minut), a w jego czasie trzeba było coś zjeść i zapłacić za wstęp na Akropol, czyli kolejny punkt programu. Bardzo zależało mi też na przejeżdżających obok trolejbusach oraz oczywiście na samym porcie. Dodam jeszcze, że był świt, a po nieprzespanej nocy w ciasnym autobusie byłem trochę zmęczony. Coś tam jednak udokumentowałem. Nigdy wcześniej nie byłem w tak dużym porcie morskim. Ilość stojących w pobliżu promów była imponująca. Przypominało to jakiś duży dworzec autobusowy, na którego licznych stanowiskach stały pojazdy. Wszędzie było pełno ludzi, obok promów przejeżdżały samochody, głównie osobówki, ale były też większe. Na promach umieszczono duże diodowe tablice informacyjne, które podawały kierunek rejsu oraz godzinę jego rozpoczęcia. Poszczególne jednostki były w różnej fazie oczekiwania na pasażerów i ładunki. Niektóre stały puste, z wejściem do ładowni zagrodzonym różnymi skrzynkami (co znaczyło „nigdzie nie płynę”), inne już dostępne, ale puste. Do którejś jednostki powoli tyłem wjeżdżała ciężarówka, dalej kilka osobówek. Przyznam, że największe wrażenie zrobił na mnie właśnie transport pojazdów. Promy to przecież jedyny sposób dostarczenia ich na liczne greckie wyspy. Na parkingu obok naszego autobusu na swój rejs czekało kilka ciągników siodłowych z naczepami. Warto jeszcze dodać, że część promowa została podzielona na poszczególne sektory, z których odpływały statki w dane rejony. Dojście (wjazd) odbywa się przez bramy, do których przypisane są dane relacje. Ja np. znalazłem się między bramami E9 i E10 (brama wyjazdowa), czyli dla rejsów na Cyklady, Samos i Ikarię.

Obserwacja życia części ogólnodostępnej portu zajęłaby mi dobre kilkadziesiąt minut. Niestety, jak już pisałem było inaczej. Na szczęście mimo presji czasu udało mi się coś zobaczyć i sfotografować. Oto więc dokumentacja mojego pobytu w porcie Pireus.

Na początek statki przewoźnika o nazwie GA Ferries. Firma ta powstała w 1988 roku, ma siedzibę w Pireusie i w 2011 posiadała osiem promów. Oto ich nazwy: Rodanthi, Anthi Marina, Jet Ferry 1, Marina, Daliana, Milena, Romilda i Dimitroula. Jednostki te obsługiwały kilkanaście linii, także z innych portów, np. z Thessalonik do Heraklionu na Krecie przez Skiatos, Skopelos, Syros, Tinos, Mykonos, Paros, Naxos, Ios i Santorini – postojów jest więc sporo. Inne przykładowe relacje to (już bez wymieniania wysp pośrednich, a tych w każdym przypadku jest kilka): Pireus – Rodos, Pireus – Samos, Pireus – Santorini, Heraklion – Rodos, Rodos – Kreta.

Jako pierwsze sfotografowałem trzy promy wspomnianego GA Ferries. Wszystkie ustawione obok siebie, tak samo pomalowane i dla „laika promowego” takiego jak ja - praktycznie identyczne. To jednak tylko takie pierwsze wrażenie. Wszystkie miały przerwę, czyli żaden nie przyjmował pasażerów. Najdalej stała Daliana. To dokładnie M/F Daliana, zwodowana w 1970 roku w japońskiej stoczni Shimonoseki (koncern Mitsubishi). Wówczas prom otrzymał nazwę Ferry Pearl, a jego właścicielem była firma Diament Ferry, także z Japonii. Tak do roku 1988, kiedy to statek trafił do Grecji, do właśnie powstałej linii GA Ferries. M/F Daliana ma długość ponad 117 metrów i jest przystosowana do przewozu 1577 pasażerów oraz 240 samochodów. Osiąga prędkość maksymalną 20 węzłów. Niestety lato 2011 było ostatnim sezonem turystycznym dla Daliany. Strona www.ferry-site.dk podaje, że jednostka ta została w roku 2011 sprzedana do Turcji na złomowanie. Przypuszczalnie padła więc ofiarą greckiego kryzysu.

 Prom M/F Daliana z GA Ferries

Prom M/F Daliana.

Drugi prom to Rodanthi. Zwodowany w 1974 r., także w Japonii, lecz w miejscowości Setoda (stocznia grupy Hitachi). Jego pierwsza nazwa to Virgo, pod którą pływał w japońskich liniach Shin Higashi Nippon Ferry. Tak do roku 1989, kiedy to stał się Rodanthi z GA Ferries. W 1995 roku prom miał krótką przygodę z Tunezją – wypożyczono go do CTN Tunisia Ferries. Rodanthi ma długość prawie 137 metrów i jest przystosowany do przewozu 1739 pasażerów oraz 320 samochodów. Prędkość maksymalna 22 węzły.

M/F Rodanthi z GA Ferries

Prom M/F Rodanthi.

I na koniec Romilda, czyli M/F Romilda. Rocznik 1974, ale zwodowany już nie w Japonii, lecz w Europie, w Holandii. W latach 1974 – 1987 prom pływał pod nazwą Free Enterprise VIII w liniach Townsend Thoresen European Ferries z siedzibą w brytyjskim Dover. Potem, od 1987 do 1993 roku nazywał się Pride of Canterbury i był własnością P&O European Ferries, także z Wielkiej Brytanii. Pływał w rejonie tamtejszych wysp (np. irlandzki Dublin – angielski Liverpool) oraz do Holandii i Francji. W 1993 roku prom stał się Romildą, należąc do greckich GA Ferries. Jego długość to 123,6 metra i jest przystosowany do przewozu 980 pasażerów oraz 178 samochodów. Prędkość maksymalna 21 węzłów. Niestety jak podaje wspomniana wcześniej duńska strona o promach, również Romilda została w 2011 r. sprzedana do Turcji na złomowanie.

M/F Romilda z GA Ferries

Prom M/F Romilda.

Po chwili odkryłem, że w pobliżu zacumowały także inne promy GA Ferries: Anthi Marina (1972 rocznik, wyprodukowany w Niemczech), Milena (1970 rocznik, wyprodukowany w Japonii, statek siostrzany Daliany) i Dimitroula (1978 rocznik, wyprodukowany we Włoszech). Ten ostatni w 2011 r. sprzedany na złomowanie do Turcji. Stąd wniosek, że grecki kryzys bardzo źle wpłynął na kondycję GA Ferries, skoro przewoźnik pozbył się aż tylu jednostek. Całkiem możliwe, że już zbankrutował. Obok cumował prom innych greckich linii – Saos Ferries. Ten przewoźnik posiada obecnie cztery jednostki, których głównym zadaniem są rejsy na wyspę Samotraki. Ja trafiłem na M/F Panagia Agiassou. Jednostka zwodowana w 1973 roku w Japonii. Do roku 1984 pod nazwą Hakata, potem Ferry Kampu – oba imiona w liniach Nishi Nihon Ferry. W 1998 statek zmienił właściciela, z Japonii trafiając do Libii, do Rainbow Line z miejscowości Bengazi. Strona internetowa tego przewoźnika działa, ale nie podaje żadnych informacji na temat przewozów pasażerskich. W roku 2002 prom powrócił do Japonii, a od 2006 r. pływa po Grecji jako M/F Panagia Agiassou. Jego długość to 135 metrów i jest przystosowany do przewozu 770 pasażerów i 261 samochodów. Prędkość maksymalna 21 węzłów. Na poniższym zdjęciu opisane statki stoją od lewej do prawej.

 Promy Anthi Marina, Milena i Dimitroula z GA Ferries i Panagia Agiassou z Saos Ferries

Promy Anthi Marina, Milena i Dimitroula z GA Ferries i Panagia Agiassou z Saos Ferries.

W porcie panuje spory ruch. Jednakże większość z widocznych na poniższym zdjęciu osób to turyści, którzy przyjechali stojącymi po prawej autobusami. Promy z lewej są w trakcie załadunku – co jakiś czas wjeżdża do nich jakiś pojazd. W tle Apollon Hellas linii Hellenic Seaways. Rocznik 1990 (czyli prawie nówka) - wreszcie produkt lokalny, zwodowany w Grecji. Miła odmiana od japońskich statków. O Hellenic Seaways jeszcze napiszę – w innej notce działu Wodne.

Port Pireus

Biało-pomarańczowy prom Adamantios Korais greckich linii ZF (Zante Ferries). Standardowo produkcja japońska, 1987 rocznik. Długość 98,6 m. Innych danych niestety nie ustaliłem. Prom o godzinie 7:55 rozpocznie rejs na Cyklady, dokładnie na wyspę Kimolos, gdzie dopłynie o 16:45. Wcześniej także zatrzyma się na wyspie Kithnos (11:00 – 11:15), Serifos (12:40 – 12:55), Sifnos (13:40 – 13:55) i Milos (15:20 – 15:45):

Prom Adamantios Korais przed rejsem na Cyklady

Prom Adamantios Korais przed rejsem na Cyklady

Za Adamantios Korais stał jedyny prom linii Ventouris Sea Lines, czyli M/F Agios Georgios. Zwodowany we Francji w 1972 roku. Pierwotnie pod nazwą Hengist u brytyjskiego operatora. Potem jeszcze kilka razy zmieniał firmy i imiona, aby od 2004 r. stać się M/F Agios Georgios z Ventouris Sea Lines (linie te powstały w 1987 roku). Prom w 2009 roku został zmodernizowany. Teraz zabiera pasażerów i ich pojazdy w rejs na archipelag Cyklad, gdzie przybije do portów na wyspach Kithnos, Serifos, Sifnos oraz Milos, czyli jak biało-pomarańczowa konkurencja oraz dodatkowo cumujący w Folegandros, Sikinos, Los i Santorini. Ustawione obok promu osobówki czekają na zezwolenie wjazdu.

 M/F Agios Georgios z Ventouris Sea Lines przed rejem na archipelag Cyklad

Na pokładzie samochodowym M/F Agios Georgios stała już Scania z naczepą. Niestety przegapiłem moment wjazdu (tyłem), bo polowałem wówczas na jeżdżące obok portu trolejbusy. Fotka bardzo „partyzancka” i w dodatku z ludźmi w kadrze. Niestety powtórzone ujęcie jest nieostre:

Scania na pokładzie M/F Agios Georgios

Obok Adamantios Korais na załadunek czekało Volvo FH12:

 Volvo FH12 czeka na załadunek - popłynie na Cyklady

Ponieważ pasażerska część portu w Pireusie jest dość rozległa, kursuje po niej bezpłatna linia autobusowa, mająca łącznie dziewięć przystanków. Niestety nie udało mi się ustalić, jak często ma odjazdy (na stronie portu jest tylko o niej informacja, natomiast brak rozkładu jazdy), ale najprawdopodobniej utrwaliłem obsługujący ją autobus. Inne malowanie niż komunikacji miejskiej oraz włączony wyświetlacz kierunkowy upewniają mnie, że to ten pojazd (gdyby wyświetlacz nie pokazywał żadnych informacji można przypuszczać, że to nowy zakup jakiegoś wyspowego przewoźnika, który oczekuje na prom). Niestety pojazd stał dość daleko, więc fotka nie jest dokładna – mój zoom nie sprostał zadaniu. To biało-niebieski Irisbus Agora 12M:

Irisbus Agora 12M obsługujący wewnętrzną komunikację portu Pireus

 Irisbus Agora 12M obsługujący wewnętrzną komunikację portu Pireus

Grecki plan walki z kryzysem zakłada sprzedaż portu w Pireusie. Budzi to wielkie niezadowolenie społeczeństwa i już wiele razy było potępiane przez Greków w trakcie demonstracji ulicznych.

Grecja 2011

 

czwartek, 09 czerwca 2011
DAB-em na 65-lat, część 4

I tak imprezowy DAB 1200B dotarł do Rybnika. Najpierw zatrzymaliśmy się w dzielnicy o nazwie Stodoły. Tamtejszy główny przystanek zlokalizowano obok dość ciekawego budynku. Wielu osobom kojarzył się on z kultem religijnym – kapliczka. Nic jednak bardziej mylnego – to zabytkowa remiza strażacka, co wyjaśnił mi przypadkowy tubylec. Ciekawe.

 DAB 1200B

Następnie wjechaliśmy do Chwałęcic – także dzielnica Rybnika. Autobus tam zawrócił i pozował do zdjęć w bardzo ciekawej scenerii. Droga przecinała Jezioro Rybnickie, nad brzegiem którego położona jest widoczna w tle Elektrownia Rybnik.

 DAB 1200B w Rybniku

DAB 1200B w Rybniku

W trakcie fotostopu nadjechał biało-zielony gość z pobliskich Czech. To Irisbus Crossway 12M, rocznik 2008, a własność ČSAD Karviná.

 Irisbus Crossway 12M

Kolejna przerwa w jeździe odbyła się w Rudach. Tam DAB wjechał na teren stacji wąskotorowej. Motywów fotograficznych nie brakowało. Były pojazdy szynowe oraz zabytkowe ciężarówki. Będzie to tematem osobnych wpisów w działach Kolej i Ciężarówki.

 DAB 1200B w Rudach - skansen

Miejscowość Stanica – postój na przystanku PKS-u, z którego korzystają dwie firmy (rozkładów innych przewoźników brak), czyli PKS Gliwice i PKS Racibórz. Niestety planowo w najbliższym czasie nic nie miało jechać – dopiero za 40 minut do Raciborza.

 DAB 1200B w Stanicy

Dawna pętla KZK GOP, chyba w miejscowości Krywałd obok Knurowa:

 DAB 1200B

Przystanek „Wojska Polskiego” w Knurowie, już przy samych Gliwicach:

 DAB 1200B

Off-road w Gliwicach (dzielnica Bojków), czyli przejazd po gruntowej ulicy Glebowej – nazwa adekwatna do rzeczywistości. Obok stał budynek dawnej stacji Bojków Wąskotorowy.

 DAB 1200B off-road

Gliwice, przystanek przy ul. Bojkowskiej. W tle mały budynek dawnej stacji Gliwice Kopalnia na linii wąskotorowej z Gliwic do Raciborza (przez Rudy). Więcej o tej ciekawej wąskotorówce we wspomnianym powyżej wpisie działu Kolej.

 DAB 1200B w Gliwicach

Niezwykły fotostop przy ruinach Stadionu XX-lecia PRL. Obiekt nadal robi niesamowite wrażenie.

 DAB 1200B przy ruinach stadionu XX-lecia PRL

To był już ostatni fotostop. Kolejny postój nastąpił na gliwickim dworcu PKS, gdzie impreza zakończyła się. Zdecydowanie mogę stwierdzić, że było warto w niej uczestniczyć.

czwartek, 01 lipca 2010
Silesia Komunikacja 2010

Dziś kończę tę swoistą "trylogię targową". Na koniec pozostawiłem najmłodszą imprezę, czyli Silesia Komunikacja w Sosnowcu. To dopiero druga edycja tych targów, które próbują konkurować z kieleckimi Transexpo. Organizatorom nie wyszło to jednak zbyt dobrze. Już pierwsza edycja była dość słaba, ale tłumaczono to trudnymi początkami. Targi Silesia Komunikacja 2010 odbyły się 20 i 21 maja. Niestety śmiało mogę stwierdzić, że była to całkowita porażka. Wystawców ubyło, o czym doskonale świadczyły puste przestrzenie hali. Ci którzy się wystawili narzekali na bardzo małą ilość odwiedzających, co było standardem także wcześniejszej edycji, o czym osobiście miałem okazję się przekonać.

Tyle narzekań np. z punktu widzenia wystawcy. Autobusowo i hobbistycznie było całkiem ciekawie (mało ludzi, więc bez przeszkód można było robić zdjęcia), głównie ze względu na nowość w Polsce, czyli małe włoskie autobusy firmy BredaMenarinibus. Były to dwa pojazdy, czyli Zeus M200E i Vivacity C CNG. Oba bardzo ekologiczne, bo pierwszy z napędem elektrycznym, a drugi zasilany CNG.

Zeus tak się prezentował:

 Zeus M200E

Zeus M200E

Tak wygląda BredaMenarinibus Vivacity C CNG:

 BredaMenarinibus Vivacity C CNG

BredaMenarinibus Vivacity C CNG

BredaMenarinibus produkuje także większe autobusy, nawet przegubowe. Moim zdaniem te "małe włoskie egzotyki" były najciekawszą częścią wystawy. Na drugim miejscu stawiam premierę niskopodłogowego Autosana M12LF SanCity. Oto on:

 Autosan M12LF SanCity

Moją uwagę zwrócił też najnowszy nabytek PKS Gliwice, czyli Irisbus Crossway 12 LE. Po targach rozpoczął obsługę linii 41 na zlecenie KZK GOP. Tak prezentował się w Sosnowcu:

 Irisbus Crossway 12 LE

Na Silesia Komunikacja można było obejrzeć również pojazdy marek: SOR, MAN, Mercedes, Scania i ... Jelcz. Ten ostatni nie był jednak nowym autobusem, bo wszakże producent tej marki już nie istnieje. Zaprezentowano historycznego "ogórka", czyli Jelcza 043. Własność PKM Sosnowiec. Jego zdjęciem kończę "targową trylogię".

 Jelcz 043 z PKM Sosnowiec