Blog Transportowy działa od 2009 roku. Jest poświęcony środkom transportu. Przeważają autobusy, ale nie brakuje także pojazdów szynowych, ciężarówek i trolejbusów. Jest tu także miejsce na wyjątkowe osobówki oraz teksty o samolotach i pływających środkach transportu. Autor w niniejszym blogu nie reprezentuje żadnej firmy i instytucji. Notki są wzbogacane informacjami prasowymi nadsyłanymi przez producentów. Jedyny poprawny adres bloga to www.blogtransportowy.blox.pl - w Internecie funkcjonuje podróbka bloga, która jest nikczemnym wykorzystaniem wypracowanej marki.
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Google+
środa, 08 marca 2017
Bilety w Rimini

Po kilku tekstach na temat trolejbusów w Rimini (przykładowy link) pora na informacje dotyczące tamtejszej taryfy biletowej. Ta nie zmieniła się od 2014 roku.

W sieci połączeń autobusowych i trolejbusowych Grupy Start Romagna funkcjonuje łącznie 7 stref (zon) biletowych. Całe Rimini jest objęte jedną, pierwszą strefą oznaczoną jako „900”. Koszt obowiązującego w niej biletu to 1,30 euro. Co ciekawe, jest to bilet czasowy, ważny przez 60-minut od skasowania, z możliwością przesiadek.

Bilety bez problemu kupimy w licznych kioskach, w różnych sklepach. Czasami na wystawach można zobaczyć logo Start Romagna informujące o prowadzonej sprzedaży biletów.

 

Rimini, bilet, Start Romagna

Rimini, bilet, Start Romagna

Bilet na pierwszą strefę, czyli ważny na terenie całego Rimini. Po skasowaniu kartonik jest nadrukowywany w części tylnej. Ostatnie cztery cyfry to numer pojazdu - w tym przypadku 6505, czyli trolejbus Van Hool NewAG300T #36505. Liczba 900 to oznaczenie strefy. Pierwsze 10 cyfr to data (27 sierpnia 2015) i godzina (22:10).



Bilet na jedną strefę za 1,30 euro kupimy wyłącznie w punktach sprzedaży. W autobusie (trolejbusie) zarówno u kierowcy, jak i w automacie biletowym jest on droższy. Kosztuje 2 euro.

 

Automat biletowy, Start Romagna

Przykładowy automat biletowy w jednym z pojazdów Start Romagna. Najtańszy bilet kosztuje 2 euro. Płatność wyłącznie monetami.

 

Opisywana w dziale Trolejbusy linia 11 łącząca pętle Rimini Centro i Riccione Terme przebiega przez dwie strefy biletowe. Zatem przejazd całą trasą wymaga zakupu biletu za 2,10 euro (lub 3 euro w pojeździe). Jest on ważny przez 75 minut.

Dostępne są także karnety 10-przejazdowe. Przykładowo na jedną zonę w cenie 12 euro, a na dwie za 18 euro.

Co ciekawe, w ofercie Start Romagna brak informacji o biletach ulgowych. Czy w ogóle ich nie ma, czy może są dostępne wyłącznie dla wtajemniczonych wybrańców? Tego nie ustaliłem.

 

Blog Transportowy na Twitterze

19:07, lukaszwoblog , różne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 lutego 2017
Transportowe gadżety

Tym razem w Blogu Transportowym dość nietypowy temat. Gadżety transportowe. Dokładniej kubki, koszulki i inne produkty ze zdjęciami pojazdów. Doskonałe np. na prezent, także dla siebie.

Od połowy lutego 2017 funkcjonuje sklep internetowy sygnowany logiem Bloga Transportowego. Prowadzi go firma zewnętrzna, natomiast produkty, a dokładniej ich opracowanie graficzne są mojego autorstwa.

Obecnie w sklepie tym dostępnych jest 10 artykułów. Wszystkie „autobusowe”. Stopniowo będzie ich więcej, pojawią się także produkty związane z innymi działami bloga.

 

Gadżety transportowe - Blog Transportowy

Strona główna sklepu z gadżetami transportowymi sygnowanego logiem Bloga Transportowego. Przykładowe trzy produkty. Poduszka z Jelczem 272 MEX z przyczepą PO1 oraz koszulka i kubek z czarno-białym zdjęciem Ikarusa 280 i Scani OmniCity Artic wykonanym obok dawnego dworca PKS w Krakowie.

 

Asortyment sklepu to przede wszystkim kubki i koszulki. Są także inne gadżety, np. poduszki, czy podkładki pod komputerowe myszki.

 

Gadżety transportowe - Blog Transportowy

Jeden z elementów oferty sklepu. Kubek z czarno-białym zdjęciem Ikarusa 280 i Scani OmniCity Artic.



Produktów stopniowo będzie przybywać, więc warto co jakiś czas zaglądać na stronę sklepu. Tu bezpośredni link.



Blog Transportowy na YouTube, kanał Lukaszwo 

poniedziałek, 16 stycznia 2017
Nysa z kiełbaskami – nowe zdjęcia

W 2014 roku opublikowałem „spożywczy” wpis o kiełbaskach sprzedawanych z mocno historycznego już samochodu dostawczego marki Nysa (tu link). Wówczas miałem mały problem z ustaleniem, jaki to model: 521, czy 522? Dzięki stronie internetowej Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego nie mam już wątpliwości. To Nysa 521. Niestety jej rok produkcji nadal pozostaje zagadką.

Nysa wciąż dzielnie pracuje w branży spożywczej. W niedzielę, 15 stycznia 2017 udało mi się ją ponownie sfotografować. Tym razem w dzień. Pojazd stał zaparkowany w rejonie Hali Targowej, na ulicy Stanisława Żółkiewskiego. Tak wówczas wyglądał.

 

Nysa 521

 Nysa 521

 Nysa 521

 

Przy okazji warto zwrócić uwagę na fakt, że „kiełbaskowa” Nysa była zaparkowana w miejscu niedozwolonym. Jej kierowca ustawił ją bezpośrednio przy znaku B-35 „zakaz postoju”, który zezwala na zatrzymanie się, ale tylko do jednej minuty.

 

Wpisy poświęcone ciężarówkom

Tagi: Nysa
22:25, lukaszwoblog , różne
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 grudnia 2016
PKS Zakopane – bilet

W listopadzie 2010 roku została ogłoszona upadłość PKS Zakopane. Przestawał istnieć przewoźnik, który ze względu na lokalizację swej siedziby obsługiwał wiele ciekawych tras, charakteryzujących się ostrymi zakrętami, stromymi podjazdami i pięknymi widokami. Ogólnie rzecz ujmując były to górskie trasy.

Ciekawy był również tabor tego przewoźnika. Osobiście zawsze kojarzył mi się on z autobusami marki Sanos, szczególnie z trójdrzwiową wersją modelu S14. Najczęściej jednak podróżowałem Jelczami L-11. W roku 1996, dokładniej w sierpniu praktycznie codziennie poznawałem kolejne linie obsługiwane przez PKS Zakopane i prawie cały czas trafiał mi się ten sam autobus. Biało-czerwony, dwudrzwiowy Jelcz L-11. Generalnie „stary trup”, który dosłownie na moich oczach rozpadał się – w trakcie jednego z górskich podjazdów urwało się oparcie siedzenia, które zajmowałem. Rurki były konkretnie skorodowane. Autobus przy okazji pięknie kopcił. Niestety nie robiłem wówczas zdjęć, a szkoda, bo teraz byłaby to historyczna dokumentacja.

W swoim archiwum mam zachowany bilet na kurs, który wykonał właśnie ten wspomniany Jelcz. To kurs nr 51 w relacji Zakopane D. A. – Polana Palenica na godzinę 10:20 w dniu 6 sierpnia 1996. Kupiony w kasie biletowej zakopiańskiego dworca autobusowego na 7 minut przed planowym odjazdem. To bilet zbiorowy dla 3 osób, każdy po 2,20 zł. Cała trasa liczyła 24 km, które Jelcz pokonał w około 50 minut. Oto ten mocno już historyczny bilet.

 

Bilet autobusowy

Bilet kupiony w kasie PPKS Zakopane.

 

Polana Palenica to przystanek końcowy, z którego zamknięta obecnie dla ogólnego ruchu asfaltowa droga prowadzi do Morskiego Oka. Kiedyś, dokładniej do roku 1988 autobusy PKS Zakopane dojeżdżały do jej końca, praktycznie pod samo jezioro. Kursy zostały skrócone ze względu na powstałe osuwisko, którego efektem było zamknięcie drogi. W 1996 roku przy Morskim Oku nadal stał słupek przystankowy PKS.

Wracając do biletu, warto jeszcze dodać, że mimo, iż kupiłem go w kasie, został on wydrukowany na takiej samej maszynie (kasie fiskalnej), jakie były wówczas zamontowane w autobusach PKS Zakopane. Niestety nie kojarzę ich producenta.

 

Blog Transportowy na Facebooku

Tagi: bilety Jelcz
17:16, lukaszwoblog , różne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 listopada 2016
Jeszcze o Ekotrade i zdarzeniu z Oświęcimia

Wracam do sprawy karygodnego zachowania ochroniarza firmy Ekotrade na stacji Oświęcim. Zdarzenie to opisałem pod tym linkiem. Później opublikowałem oficjalne odpowiedzi dotyczące fotografowania terenów kolejowych w Polsce (link). Teraz pora na przedstawienie całej korespondencji z PKP, Polskimi Liniami Kolejowymi, Urzędem Transportu Kolejowego oraz głównym bohaterem – firmą Ekotrade, która w dość ciekawy sposób zmieniała historię, podając nieprawdę i tworząc różne opisy i wizje sytuacji, które instytucje państwowe przekazywały dalej. Jednym słowem jakiś obłęd. No ale po kolei.

 

Polskie Koleje Państwowe SA

Na wiadomość, której treść opublikowałem już w Blogu Transportowym (pierwszy z powyższych linków) odpowiedziała Marzena Różecka. Pracownik, który podpisując się pod przesłanym e-mailem nawet nie podał, jakie stanowisko w firmie zajmuje. To nie tylko dowód braku profesjonalizmu, ale jednocześnie wyjątkowo lekceważące podejściu do petenta.

Czytając tę odpowiedź można zadać sobie pytanie, czy piszący ją autor przypadkiem nie był pod wpływem jakiś środków odurzających. Może to stwierdzenie dość mocne, ale drogi Czytelniku pewnie sam się nad tym zastanowisz, czytając jej treść. Pani Różecka podaje, że spacerując po peronach stacji Oświęcim dopuściłem się czynności zabronionych, na które pracownik ochrony dworca musiał natychmiast zareagować. Jakie to były czynności? Być może stąpałem zbyt głośno, choć to raczej nie jest zabronione.

Głośno, czy może zbyt cicho – nie ważne, najistotniejsze jest to, że… prowadziłem wówczas działalność gospodarczą. Tak przynajmniej twierdzi pisząca w imieniu PKP pani Różecka. Rewelacja. Czym wówczas handlowałem, czy może w jakiś inny sposób działałem zarobkowo autorka odpowiedzi nie podała. Być może chodziło o moje kroki, których mogło być zbyt dużo. W „Latającym cyrku Monty Pythona” było Ministerstwo Dziwnych Kroków, więc może w zbyt wolnych chodzeniu tkwi ta działalność gospodarcza, bo wszakże spacerowanie to nie szybkie, a raczej powolne przemieszczanie się. Przyznam, że do tej pory nie wiem, w czym tkwi fenomen prowadzenia przeze mnie działalności gospodarczej na terenie stacji Oświęcim, bo mimo późniejszej prośby pani Różecka nie wyjaśniła mi tego.

Przy okazji dowiedziałem się także, że mógłbym zarabiać jako magik (może to ta działalność gospodarcza?). Taki polski David Copperfield, który przebywał tylko na peronach, czyli w miejscu ogólnodostępnym, jednocześnie pojawiając się „na torowiskach, nasypach, wiaduktach, mostach, w wykopach i w tunelach kolejowych” oraz co najistotniejsze, „przechodząc  pod wagonami i między wagonami”. Nieźle, tylko dlaczego takie rzeczy pisze państwowy pracownik? Słów brak. Pani Różeckiej jednak ich nie brakowało. Dalej podkreśliła, że ochroniarz  firmy Ekotrade  działał w 100% poprawnie i przepisowo, gdyż – i tu cytat: „Zgodnie z procedurą wynikającą z przepisów należy Pana traktować w kategorii osób, które winny posiadać stosowne zezwolenie na fotografowanie od zarządcy lub przewoźnika kolejowego”. Na jakiej podstawie? Bo prowadzę Blog Transportowy. Tylko, że to nie jest żadna podstawa, bo jak wiemy, polskie przepisy nie zabraniają fotografowania taboru ani infrastruktury kolejowej. Poza tym, skąd ochroniarz firmy Ekotrade miałby wiedzieć, że prowadzę działalność gospodarczą będąc autorem Bloga Transportowego? Masło jest maślane bo powstało z masła – taki sens tej odpowiedzi, zwłaszcza, że owa „działalność gospodarcza” to hasło powstałe na potrzeby udzielenia mi odpowiedzi, bo przecież w trakcie zdarzenia temat był jeden: „Zakaz fotografowania infrastruktury kolejowej”, co ochroniarz Ekotrade powtarzał wiele razy.

W omawianej odpowiedzi pojawiła się także dość spora informacja na temat, kim jest dziennikarz. Super. Szkoda, że nie było czegoś na temat lokomotyw serii ST44. To zainteresowałoby mnie bardziej i tak samo jak wywody o dziennikarstwie, nie miałoby żadnego związku ze sprawą.

„Wyrażam nadzieję, że przytoczone przepisy pozwolą zrozumieć postępowanie pracownika ochrony oraz to, że działał on w interesie szeroko pojętego bezpieczeństwa osób i mienia” – tak ironicznie zakończyła się ta bezsensowna i niezgodna z prawdą odpowiedź.

Oczywiście zareagowałem natychmiast, wysyłając drogą elektroniczną kolejne pismo. Minął miesiąc i odpowiedzi nie było. Dopiero po moim przypomnieniu i przytoczeniu odpowiedniego zapisu z Kodeksu postępowania administracyjnego, 29 lipca 2016 otrzymałem odpowiedź. Także od pani Różeckiej, ale już w zupełnie innym tonie. Wprawdzie nie podano mi informacji, o które prosiłem, ale zostałem przeproszony i zapewniony, że do firmy Ekotrade zostaną przekazane „aktualne wytyczne dotyczące osób chcących wykonać zdjęcia na terenie dworca i jego okolic”. Czy tak się stało? Nie mam najmniejszego pojęcia, bo od owego majowego zdarzenia nie wchodziłem na teren stacji Oświęcim. Jakoś nie miałem ochoty na kolejne tracenie nerwów spowodowane przez niekompetentnych pracowników firmy Ekotrade.

 

PKP Polskie Linie Kolejowe SA

Polskie Linie Kolejowe także otrzymały moje pismo. Minął miesiąc i żadna odpowiedź do mnie nie dotarła. Ponowiłem zatem wysyłkę i 13 czerwca 2016 odpisał Piotr Stojowski, starszy radca Wydziału ds. Skarg i Wniosków Biura Zarządu PKP Polskie Linie Kolejowe SA. Była to jednak tylko informacja, że ze względu na awarię systemu moja skarga nie została zarejestrowana. Dwa dni później przyszła pełna odpowiedź. Udzielona w sposób w 100% poprawny, czyli nie korespondencja e-mailowa prowadzona przez nie wiadomo jaką funkcję pełniącego pracownika (jak w przypadku PKP), tylko skan opatrzonego znakiem sprawy pisma zatwierdzonego przez zastępcę dyrektora. Niestety jego treść była zwykłym „umyciem rąk”, odsyłającym mnie do PKP, a przecież peronami zarządzają PLK. Poniżej odpowiedź.

 

PKP Polskie Linie Kolejowe - odpowiedź na pismo

Odpowiedź na pismo udzielona przez PKP Polskie Linie Kolejowe SA.

 

 

Urząd Transportu Kolejowego

Na początku czerwca otrzymałem informację od UTK, że prowadzone są czynności wyjaśniające. Podobna wiadomość dotarła do mnie miesiąc później. Przyznam, że byłem pewien, iż skoro tyle czasu trwa to wyjaśnianie, to chociaż ta instytucja w jakiś sposób ukarze lub choć wyda odpowiednie nakazy firmie Ekotrade. Jakże się więc zdziwiłem, gdy w sierpniu 2016 otrzymałem ostateczną odpowiedź. Dowód na to, w jak perfidny sposób postępuje Ekotrade. Jak za pomocą kłamstwa i oszustwa dba o swój wizerunek i szkaluje osoby przez siebie pokrzywdzone. Coś okropnego. Z udostępnionej przez Ekotrade notatki służbowej wynikało, że przemieszczałem się po torach, w miejscach ogólnoniedostępnych i fotografowałem wagony z substancjami niebezpiecznymi. Ochroniarz pod wpływem mojego zachowania musiał wezwać policję. No po prostu szok. Takie kłamstwa. Ciekawe, kto to wymyślił. Bojący się o swoją pracę ochroniarz „XX” (po tym, co „odstawił” na stacji powinien być ukarany dyscyplinarnie, a biorąc pod uwagę ucieczkę po tym, jak wezwałem policję - zwolniony), czy jego przełożeni. Okropność. No ale czego się spodziewać po pracownikach firmy, na temat której w Internecie znajdziemy wiele negatywnych materiałów.

 

Firma Ekotrade, Google

Screen pierwszej strony wyszukiwarki Google dla hasła „firma Ekotrade”. Znajdziemy na niej bardzo negatywne materiały dotyczące Ekotrade.

 

Odpisałem zatem UTK. Ponownie przytoczyłem fakty, zacytowałem drugą odpowiedź PKP (tę z przeprosinami), a przy okazji poruszyłem temat ustawiania w miejscu ogólnodostępnym cystern z materiałami niebezpiecznymi, bo to też było uwzględniane i podkreślane w przesyłanej do mnie korespondencji.

Odpowiedź, którą otrzymałem od urzędu można bardzo krótko scharakteryzować. Po prostu, jeśli coś mi się nie podoba, to od rozstrzygania jest sąd. Sprawa zamknięta, pracownik zadowolony, bo może bez przeszkód rozpatrywać kolejną, a ja pozostałem maksymalnie oczerniony i oszkalowany. Brawo Ekotrade. Cóż za klasa.

 

Firma Ekotrade

Na koniec gwóźdź programu. Firma, której pracownicy nie potrafią przyznać się do błędu. Niewygodną prawdę starają się zataić kłamstwami i oszczerstwami. Takie „mydlenie oczu” i tworzenie niewiadomo jakich historii, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i do prostej sprawy wytłumaczenia się z rzekomego zakazu fotografowania dorabiają jakąś nieprawdopodobną antyterrorystyczną ideologię.

Odpowiedź na pismo przesłane do Ekotrade drogą elektroniczną otrzymałem już następnego dnia. W sumie to trudno to nazwać odpowiedzią – prośba o podanie numeru telefonu i zaproszenie do krakowskiego oddziału firmy. Jednak jak podano, miało to poprzedzić właściwą odpowiedź z przeprosinami. Kto napisał – nie mam pojęcia. Owszem, padło imię i nazwisko, ale bez podanego stanowiska. Ponieważ cenię sobie prywatność, nie rozdaję numeru telefonu powiedzmy „na lewo i prawo”. W dodatku nie miałem ochoty na kolejny kontakt z przedstawicielem Ekotrade – pokaz zdolności takich osób wykonany w Oświęcimiu wystarczył mi już na całe życie. Jednak przede wszystkim na przesłane pismo oczekiwałem odpowiedzi pisemnej, co jest wszakże oczywiste, choć jak się później okazało nie dla wszystkich. Odmówiłem i przez najbliższy miesiąc czekałem na odpowiedź.

W końcu na adres biuro@ekotrade.com.pl wysłałem ponowną wiadomość z prośbą o odpowiedź i z jednoczesnym pytaniem, czy nieudzielanie odpowiedzi jest zgodne z certyfikatami, którymi chwalą się na swojej stronie internetowej (AQAP 2110:2009, PN-EN ISO 9001:2009 oraz AC 057 QMS). Przy okazji przesłałem również pismo do instytucji certyfikującej, opisując sposób działania firmy Ekotrade.

Dwa dni później odpisała mi Agata Witwicka (sekretariat), działająca z upoważnienia dyrektora Andrzeja Papieża. Treść odpowiedzi była mi już dobrze znana, bo to te same bzdury, które otrzymałem pierwotnie od PKP, czyli działalność gospodarcza, kim jest dziennikarz, pojawianie się w różnych miejscach jednocześnie niczym David Copperfield itp. Wiedziałem już zatem, skąd pracownica kolei czerpała inspirację do stworzenia tamtej treści. Ciekawa jest także informacja o rzekomych kwasach przewożonych przez cysterny stojące wówczas w Oświęcimiu. Wagony w rzeczywistości służyły do przewozu alkoholu. Ja tylko rzuciłem hasło o „jakiś kwasach”, a Ekotrade podchwyciło to i uznało później za powód interwencji.

Oczywiście nie mogłem pozostawić tych bzdur bez odpowiedniej reakcji. Wysłałem kolejne pismo z prośbą o wyjaśnienie poszczególnych zagadnień. Zgodnie z obowiązującymi w Ekotrade zasadami, odpowiedzi nie dostałem. Po ponad miesiącu, w połowie lipca wysłałem prośbę o odpowiedź. Odpisał wspomniany wcześniej dyrektor (krakowskiego oddziału) Andrzej Papież. Prosił on o chwilę czasu i zapewniał, że po ŚDM otrzymam odpowiedź. Ogrom prac związanych ze Światowymi Dniami Młodzieży doskonale rozumiałem. Dlatego cierpliwie czekałem. Nie odzywałem się także bezpośrednio po tym wydarzeniu, wiedząc, że to czas na rozliczenia, realizację odwlekanych urlopów itd. Jednak pod koniec sierpnia tego czekania było już dość. Ponownie poprosiłem o odpowiedź, prosząc także o wyjaśnienie, dlaczego firma Ekotrade przekazywała nieprawdziwe, kłamliwe informacje na mój temat. Trzy dni później odezwał się do mnie Andrzej Papież. Nie udzielił żadnej odpowiedzi, tylko w ironiczny sposób stwierdził, że woli rozmawiać, a nie jak ja pisać i dlatego nie będzie odpisywał. Jeżeli chcę, to mogę przyjść do firmy. Parafrazując można rzec „mam Cię gdzieś, to ja tu rządzę”. No tak – po co dyrektor ma się przejmować jakimś tam autorem Bloga Transportowego.

Przyznam, że nie spodziewałem się takiego chamstwa i ignorancji dla drugiego człowieka, a w dodatku pogwałcenia podstawowych zasad, relacji skarżący – zaskarżany. Jak już wcześniej pisałem i jak drogi Czytelniku doskonale wiesz, co wpływa pisemnie, pisemnie do autora pisma (petenta) wrócić powinno.

Swoje oburzenie wyraziłem jeszcze tego samego dnia, a na to pan Papież stwierdził, że oszczerstwa skierowane w moją stronę są w pełni zasadne, a jeżeli oczekuję satysfakcji, to pozostaje mi tylko droga prawna.

Przy okazji całą korespondencję z Ekotrade kierowałem do instytucji certyfikującej, czyli Centrum Certyfikacji Jakości (dawny Zakład Systemów Jakości i Zarządzania) Wydziału Logistyki Wojskowej Akademii Technicznej, od której otrzymałem taką wiadomość: „Uprzejmie informuję, że w dniu 11.07.2016 r. wpłynęła do Centrum Certyfikacji Jakości  Pana skarga dotycząca incydentu z pracownikiem Ekotrade, która została zrejestrowana w „Rejestrze odwołań i skarg”. Zgodnie z naszymi zasadami, w ramach najbliższego auditu w Ekotrade, audytorzy CCJ ocenią poprawność postępowania w zakresie funkcjonowania procesów związanych z realizacją usług będących przedmiotem certyfikacji oraz współpracą z klientem,  w tym rozpatrywaniem skarg i reklamacji”. Później żadnej odpowiedzi od CCJ nie otrzymałem.

Tak kończę tę bardzo nieprzyjemną dla mnie sprawę, a jednocześnie wielką kompromitację firmy Ekotrade. Smutny jest fakt, że coś takiego miało miejsce, że władze firmy, której pracownicy (a być może tylko ten jeden konkretny ochroniarz „XX”) posiadają elementarne braki wiedzy na temat tego, co im wolno, a czego nie, bez jakichkolwiek skrupułów oczerniają osobę, która zwróciła im uwagę, przedstawiła opis zaistniałej sytuacji, prosząc jednocześnie o podjęcie odpowiednich działań celem eliminacji kolejnych tego typu zdarzeń.

Pełna korespondencja z PKP, PLK, UTK oraz Ekotrade dostępna jest pod tym linkiem.

Muszę także jeszcze przypomnieć słowa rzeczniczki Komendy Głównej Straży Ochrony Kolei, Diany Zborowskiej: „Fotografowanie i filmowanie na obszarze kolejowym w miejscach ogólnodostępnych jest legalne – nie wymaga specjalnej zgody”.

 

Zamów bezpłatny newsletter

13:24, lukaszwoblog , różne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 lipca 2016
Uwaga czołg?

Znakom drogowym już kilka razy poświęcałem miejsce w Blogu Transportowym. Przykładowo ostatnio pisałem o słowackim przejściu dla pieszych (link). Teraz zapraszam do Włoch. Na dość ciekawy znak, a właściwie dowieszoną do niego tabliczkę natrafiłem w miejscowości Rimini.

To odpowiednik polskiego znaku A-30, czyli „inne niebezpieczeństwo” , a po włosku F.R 190 035 „altri pericoli” (tłumacząc: „inne zagrożenia”). Dowieszona do niego tabliczka była dość niezwykła, przedstawiająca pojazd gąsienicowy. Od razu skojarzył mi się on z czołgiem :)

 

F.R 190 035 „altri pericoli”, F.R 912 178 „mezzi di lavoro in azione”

 Uwaga czołg?

 

Ta dość oryginalna tabliczka to F.R 912 178 „mezzi di lavoro in azione”. Google Translator tłumaczy ten tekst jako „oznacza pracę w akcji”, co łącząc z symbolem „czołgu” daje informację, że tym innym niebezpieczeństwem jest pracujący w pasie drogowym sprzęt budowlany. 

Ciekawe i jednocześnie bardzo egzotyczne, bo w Polsce nie stosuje się dodawanych do znaków A-30 tabliczek informujących o pojazdach pracujących w pasie drogowym. Taka informacja jest już zawarta w powszechnie używanym A-14 „roboty drogowe”, który stosuje się „w celu ostrzeżenia o zbliżaniu się do miejsc, w których kierujący pojazdem może spotkać osoby pracujące na drodze lub przeszkody, takie jak np. maszyny lub materiały znajdujące się na drodze i utrudniające ruch”.

 

Znak A-14, roboty drogowe

Polski znak A-14.

 

Omawiany znak stał  na głównej drodze prowadzącej z dworca kolejowego do starego miasta. Była to tzw. „sztuka dla sztuki”, bo żadnych robót tam nie prowadzono. To akurat dobrze znamy z Polski :)

 

Blog Transportowy na Twitterze

Tagi: Włochy
19:37, lukaszwoblog , różne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 kwietnia 2016
Budapeszt – bilety

W Blogu Transportowym stopniowo prezentuję fotograficzne efekty wyjazdu do Budapesztu w maju 2015. Przykładowy link. W mieście tym funkcjonuje bardzo dobrze rozwinięta komunikacja miejska, czyli jeżdżące często i dowożące w interesujące turystów miejsca autobusy, tramwaje, trolejbusy i metro.

Najlepszym sposobem na to, aby nie czuć się w żaden sposób ograniczonym transportowo, czyli móc jechać kiedy się chce i dokąd ma się ochotę jest zakup biletu 24-godzinnego. Obecnie kosztuje on 1650 forintów, czyli około 22 zł. Taki bilet jest ważny przez 24 godziny. Nie kasuje się go – początek ważności należy określić w chwili zakupu. Można to zrobić w licznych punktach biletowych BKK (organizator transportu w stolicy Węgier: Budapesti Közlekedési Központ Zrt.) lub w automatach zlokalizowanych na stacjach metra i na ważniejszych przystankach. Osobiście korzystałem z tej drugiej opcji, czyli z biletomatów.

Bilet 24-godzinny (24 órás jegy) upoważnia do nieograniczonej liczby przejazdów w granicach administracyjnych Budapesztu autobusami, trolejbusami, tramwajami i metrem. Można z nim także podróżować pociągami podmiejskimi HÉV (obecnie pięć linii: H5, H6, H7, H8 i H9) oraz pływać promami miejskimi (obecnie trzy trasy: D11, D12 i D13). W dni robocze bilet ten jest także ważny w wybranych pociągach podmiejskich kolei MÁV-START oraz w niektórych autobusach podmiejskich firmy Volán. Zakres zatem ogromny. Przy dłuższym pobycie można skorzystać z biletu ważnego 72 godziny. Zasady korzystania takie same. Dostępne są także karty turystyczne (Budapest Card), ważne 24, 48 i 72 godziny (ceny odpowiednio 4900 ft, 7900 ft i 9900 ft), które oprócz przejazdów komunikacją miejską (ale bez MÁV-START i autobusów Volán) dają możliwość bezpłatnego lub zniżkowego korzystania z turystycznych atrakcji Budapesztu (np. muzea, baseny).

 

BKK Budapest, bilet 24-godzinny

BKK Budapest, bilet 24-godzinny

Bilet 24-godzinny kupiony w automacie. W trakcie zakupu obowiązkowe jest określenie okresu ważności, który zostaje wydrukowany. W związku z tym nie trzeba go kasować. Dolne zdjęcie to rewers biletu.

 

Jeżeli nie planujemy częstego jeżdżenia, a jedynie pojedynczą podróż, skorzystamy z biletu jednorazowego. Jego koszt to 350 forintów, czyli około 4,80 zł. Jest on ważny w granicach administracyjnych Budapesztu, na liniach autobusowych, tramwajowych, trolejbusowych i HÉV, bez prawa przesiadki. Natomiast w metrze przesiadki są dozwolone, ale nie wolno robić przerw w podróży ani podróżować w przeciwną stronę (czyli dojechać do danego miejsca i wracać). Bilet jednorazowy jest ważny 80 minut od skasowania w komunikacji dziennej i 120 min. w komunikacji nocnej.

 

BKK Budapest, bilet jednorazowy

Dwa skasowane, kupione w automacie bilety jednorazowe.

 

Dość ciekawą formą pobierania opłaty za przejazd jest bilet 3-przystankowy ważny tylko w metrze (metrószakaszjegy 3 megállóra). Kosztuje on 300 ft, co odpowiada ok. 4,10 zł. Zgodnie z nazwą, można na nim pokonać odległość tylko trzech stacji. Bez przerw w podróży i jazdy w przeciwną stronę tą samą linią. Bilet jest ważny przez 30 minut od skasowania.

 

BKK Budapest, bilet 3-przystankowy

 Dwa skasowane, kupione w automacie bilety 3-przystankowe.

 

Od podanych cen oczywiście obowiązują także ulgi.


Blog Transportowy na Google +

Tagi: bilety Węgry
13:50, lukaszwoblog , różne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 marca 2016
Blog Transportowy na YouTube – już ponad 900 subskrypcji

W czerwcu 2014 zamieściłem wpis o filmowej wersji Bloga Transportowego, czyli o kanale Lukaszwo w serwisie YouTube (tu link). Powracam do tematu.

Z nieukrywaną przyjemnością informuję, że od tamtego czasu ilość subskrybentów zwiększyła się niemal dwukrotnie i przekroczyła już wartość 910 subskrypcji.

Nadal najpopularniejszym filmem na kanale Lukaszwo jest materiał o autobusie Irizar PB 6x2 (ponad 460 tysięcy wyświetleń), a drugie miejsce wciąż piastuje Autosan H9-21 ex PKS Nowy Sącz wjeżdżający do potoku (ponad 120 tysięcy wyświetleń). Nagrania te zamieściłem we wspomnianym wpisie. Teraz zapraszam do obejrzenia zdobywcy trzeciego miejsca. W zasadzie do ponownego obejrzenia, bo film ten już prezentowałem w Blogu Transportowym (link). To materiał ze specjalnego przejazdu Jelczem 272 MEX z przyczepą PO1 z MPK Kraków. Obecnie ponad 113 tysięcy wyświetleń. 12.10.2013:

 

 

Na kanale Lukaszwo jest już dostępnych ponad 370 filmów. Tramwaje, autobusy, trolejbusy, pociągi i inne środki transportu. Raz w tygodniu dodaję kolejny materiał. Czasami krótki, kilkudziesięciosekundowy, innym razem dłuższy, kilkuminutowy reportaż.

 

Blog Transportowy na YouTube, kanał Lukaszwo

Screen strony prezentującej najnowsze filmy na kanale Lukaszwo.

 

Na kanale Lukaszwo dostępne są różne playlisty: Popularne filmy, Autobusy, Tramwaje, Pociągi, Samoloty, Trolejbusy, Ciężarówki i Metro. Poniżej kilka przykładowych filmów z różnych kategorii. Zaczynam od Ciężarówek. Będzie głośno – alarmowy przejazd trzech wozów straży pożarnej przez ul. Szewską we Wrocławiu. Wszystkie z JRG-1 PSP we Wrocławiu. Mercedes Atego 1329AF nr 301[D21], Iveco Magirus 150E27 nr 301[D]51 i Mercedes Atego 1325F nr 301[D]22. 30.06.2012:

 

 

Śnieżyca w Oświęcimiu. Przez skrzyżowanie ulic Dąbrowskiego i Śniadeckiego przejeżdża Jelcz 120M #44, a później dwa DAB-y 1200B (#57 i #67). 28.12.2010:

 

 

Jednym z kolejowych filmów jest materiał o lokomotywie Pesa Gama Marathon 111Ed-001z pociągiem TLK Norwid (Gdynia Główna - Warszawa Centralna - Kraków Główny) na stacji końcowej. Po wysadzeniu pasażerów skład odjeżdża do Krakowa Płaszowa. To testy tego elektrowozu przeprowadzane przez PKP Intercity. 2.03.2013:

 

 

Zachęcam do subskrybowania kanału Lukaszwo.

 

Blog Transportowy na YouTube, kanał Lukaszwo

środa, 03 lutego 2016
Na 12:83 do Lublina

Bohaterem tego wpisu jest pragotron. W zasadzie jeden z wielu zainstalowanych na terenie stacji Kędzierzyn-Koźle.

Ponieważ nie każdy musi znać tę nazwę, wyjaśniam jej znaczenie. Pragotrony to paletowe tablice informacyjne. Najczęściej stosowane na dworcach kolejowych, podające relacje oraz godziny odjazdów lub przyjazdów pociągów.

Elektročas – Pragotron to nazwa czechosłowackiej, a obecnie czeskiej firmy z siedzibą w Pradze, która specjalizuje się w produkcji dworcowych tablic informacyjnych. Pierwotnie mechanicznych – klapkowych, obecnie elektronicznych. Nazwa producenta Pragotron dość szybko weszła do języka potocznego, stając się idealnym określeniem na te stacyjne urządzenia, także innych producentów.

Klapkowe pragotrony czasami się psuły, podając różne, niekiedy niedorzeczne informacje. Tak było np. w przypadku jednego z urządzeń zainstalowanych w przejściu podziemnym stacji Kędzierzyn-Koźle. W dniu 6 kwietnia 2013 można było na nim zobaczyć, że pociąg do Lublina odjeżdża o godzinie 12:83.

 

Pragotron, stacja Kędzierzyn-Koźle

Jeden z czterech pragotronów w przejściu podziemnym stacji Kędzierzyn-Koźle. Pociąg do Lublina odjedzie o godzinie 12:83.

 

Klapkowe pragotrony stopniowo odchodzą do historii. Przykładowo bohater tego wpisu jest już wyłączony, a w związku z remontem stacji Kędzierzyn-Koźle najprawdopodobniej zostanie zlikwidowany. W budynku dworcowym już zastąpiono klapkową tablicę zbiorczą nową, elektroniczną.

 

Blog Transportowy na Facebooku

22:11, lukaszwoblog , różne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 listopada 2015
Przechodzimy w kapeluszu

Znaki drogowe w poszczególnych krajach różnią się od swoich odpowiedników w innych państwach. Nie chodzi mi jednak o ich znaczenie, bo ono w Europie generalnie jest takie samo. Kształty tarczy znaku także są identyczne, np. trójkąty dla znaków ostrzegawczych. Podstawowa różnica to szata graficzna. Kolor ramki, tła, różne obrazy ilustrujące treść znaku. Dla osób przyzwyczajonych do swoich, krajowych znaków, widok oznaczeń w innych państwach niekiedy może być komiczny. Idealnym wręcz tego przykładem jest A-18b „dzikie zwierzęta”. Co kraj, to inne poroże „jelonka”. Niekiedy bardzo imponujących rozmiarów w porównaniu do polskiego. Niestety nie mam na zdjęciach przykładów.

Sfotografowałem natomiast słowacki odpowiednik polskiego znaku D-6 „przejście dla pieszych”. Nasz polski przechodzień jest taki zwykły, prosty. Powiedziałbym przeciętny. Ale taki właśnie powinien być znak drogowy. Ma sygnalizować, a nie stawać się jakimś dziełem sztuki bawiącym uczestników ruchu drogowego. Tymczasem na Słowacji grafika tego znaku jest dość ciekawa. Przez pasy przechodzi elegancki jegomość w kapeluszu. Poniżej przykłady. Polski D-6 i słowacki IP 6 „priechod pre chodcov”.

 

D-6 przejście dla pieszych, Polska

D-6 przejście dla pieszych, Polska.

 

IP 6 priechod pre chodcov, Słowacja

IP 6 priechod pre chodcov, Słowacja.

 

Co ciekawe, w oficjalnych zestawieniach słowackich znaków drogowych na IP 6 nie jest namalowany pan w kapeluszu, lecz w czapce z daszkiem.

 

Kalendarz imprez komunikacyjnych

Tagi: Słowacja
21:09, lukaszwoblog , różne
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5